Robiłam porządek w poczcie i w kontaktach. Pousuwałam z nich Matta i Molly. To samo zrobiłam w telefonie. Nigdzie nie było po nich śladu.
Nigdzie poza moją pamięcią...
Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłabym usunąć sobie pamięć, gdy usłyszałam:
“Nawet o tym nie myśl! Zwariowałaś?!” - mój wewnętrzny głos zabrzmiał tak podobnie do Bonniego, że odwróciłam się, aby sprawdzić czy jego tam rzeczywiście nie ma. Nie, niestety nie było go.
"Dlaczego tak na mnie naskakujesz?!" - warknęłam.
“Ponieważ próbuję wybić ci z głowy tę głupotę! To byli twoi najcenniejsi przyjaciele, teraz chcesz ich tak po prostu nie znać? Możesz już ich nie widywać, nie gadać z nimi, ale faktem jest, że przez ponad pół twojego życia cię wspierali. Nie możesz tak po prostu o nich zapomnieć!” - zdumiłam się słysząc odpowiedź.
"Pewnie jesteś tą sentymentalną i umoralizowaną wersją?" - rzuciłam z ironią. - "Ale masz rację, nie mogę ich usunąć z żadnej ze skrzyneczek." - dodałam szybko. Mówiąc "skrzyneczki" miałam na myśli szafki i szuflady trzymające moje wspomnienia w ładzie i składzie.
“Teraz gadasz w miarę normalnie. Czuję się dziwnie mądrzejszy przy twoich nieprzyzwoicie głupich myślach. Twój tok myślenia ostatnio zwalnia, wiesz?”
"Nie jedź tak po mnie!" - czułam się nieco przytłoczona jego dobitnymi uwagami.
“Dobra, ale ty zacznij używać więcej procent mózgu.” - poczułam się tak jakby ktoś pukał mi w czaszkę. Rozejrzałam się. Nikogo obok mnie ewidentnie nie było.
“To tylko ja, głupia. Potrafię spowodować każde uczucie, panuję nad twoim mózgiem i nad bodźcami. Mogę nawet spowodować, że się zakochasz lub znienawidzisz kogoś bez powodu. Zabawne, nie?”
"I trochę niesprawiedliwe..." - mruknęłam przewracając oczami.
“Nie marudź! Przynajmniej masz z kim pogadać!” - jego argument był niezaprzeczalny.
"Dobra, dobra. Spokojnie, już nie wydzieraj się tak na mnie, bo robi mi się smutno." - głos lekko się przejął i przeprosił ze skruchą. Więcej już nie rozmawialiśmy. Dopiero teraz zaciekawiło mnie dlaczego bracia grali o tak późnej porze? Może, gdy rodzice zasnęli wymknęli się do mnie? Ale przecież zachowywali się naturalnie, nie byli spięci.
Zeszłam na dół, do salonu. Po rodzicach ani śladu. Zajrzałam do ich sypialni minimalnie uchylając drzwi. Spali jak zabici. Nie było mowy o niedawnym pójściu w drzemkę. Czyli moja wersja się sprawdziła. Tylko, dlaczego chłopcy byli tacy naturalni? Czemu nie próbowali zachować ciszy? Dzieci chyba zawsze będą dziwne...
Po powrocie przez salon opadłam na łóżko. Zanurzyłam się w zmysłach, które już od jakiegoś czasu kipiały z wyczerpania przez rozszarpujące emocje. Czułam jak pod zamkniętymi powiekami pochłaniają moją obecność i uzupełniają się, by być gładkimi i delikatnymi. Leciutko wsłuchiwałam się w ulicę za oknem. Taksówki jeździły pełną parą rozwożąc ludzi z imprez i spotkań. Po chodniku deptało niewele nóg z powodu późnej godziny. Było na oko 0°C. Wiał letni wiaterek, więc odczuwalne było coś około -1°C. Wszyscy nosili płaszcze, kurtki. Niektórzy pozakładali czapki i kaptury. Buty klekotały o nieumęczony chodnik. Jedna z pobliskich latarń migała, aby niedługo kompletnie zgasnąć. Komuś muzyka grała pociesznie w słuchawkach. Ktoś inny ledwo stał na nogach przez wyczerpujący dzień. Osoba o idealnie niebieskich oczach przystając po drugiej stronie ulicy tęskno patrzyła się w moje okno. Otworzyłam oczy zdyszana ze strachu. Przylepiłam wzrok do szyby. Tak, miałam rację. Po drugiej stronie czarnego paska asfaltu raz po raz przecinanego samochodami stał Matt. Z niczym nie pomyliłabym tych oczu. Nie było z nim Molly, co mnie szczerze zdziwiło. Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się moje oczy zabarwił kolor czerwony. W nos wpychał się piekący zapach palonego węgla. Wyskoczyłam przez okno. Biegłam na niego z nożem. Gdy był między nami krok ktoś chwycił mnie za ramię i zasyczał do ucha:
- Na pewno chcesz to zrobić? To tylko jeden grzech, a nie cała ich masa, jak w reszcie przypadków. Poczekaj, aż naskrobie bardziej. Później nie będziesz miała tych jebanych wyrzutów sumienia. - gniewnie spojrzałam przez ramię. Za mną stał John. Byłam tak zdumiona, że odskoczyłam. Tęczówki powróciły do kochanej przez wszystkich purpury. Zapach ustanął, lecz nieznacznie.
- Co ty tu kurwa robisz?! - wydyszałam na jednym tchu.
- To, co ty. Tropię grzeszników. Przejrzyj sobie jego poważniejsze grzechy. Ma jakieś dwa na koncie. Nie marnuj na to ścierwo czasu. Nawet, by się nie bronił. - prychnął z pogardą patrząc na Matta. Ten się nie odzywał tylko patrzył na mnie od czasu do czasu zdumionym spojrzeniem.
- Chyba masz rację... Ilu już zabiłeś?
- Dwóch. Kobieta i mężczyzna. Oboje po czterdziestce.
- Hm. Jeszcze nie widziałam grzesznika kobiety.
- Zobaczysz jeszcze wiele. Po prostu trudniej je wytropić, więc są rzadziej zabijane.
- Czyli przyznajesz wyższość płci pięknej? - uniosłam jedną brew.
- Nie... Może trochę? Hej, nieważne! - machnął ręką. - Idziesz na Oxford street? Jeszcze tam ich dzisiaj nie szukałem.
- Spoko. - zwróciłam się do Johna. - Do zobaczenia, gdy będziesz miał więcej grzechów na koncie. - powiedziałam do Matta i pogłaskałam go po policzku z nożem w ręku. Następnie wzbiłam się w powietrze i stanęłam na dachu jakiegoś budynku. John niedługo do mnie dołączył. Zaraz, dlaczego ja kurwa tak wysoko skaczę?!
- Spokojnie. Pewnie ci nie powiedzieli, ale jedną z podstawowych umiejętności jest możliwość bardzo wysokiego skoku. Prawie wszystkie istoty magiczne to potrafią. - z trudem powstrzymywał śmiech na widok mojej otępiałej miny.
- I kolejne tajemnice... - mruknęłam.
“Ciekawe, co jeszcze przed nami ukrywają!” - zaćwierkotał mój niezadowoly głos.
- Taaa... - przytaknęłam mu, a John uznał to również za odpowiedź dla siebie.
Skakaliśmy po kolejnych budynkach i, gdy trafiała się jakaś zwierzyna, polowaliśmy. Oczywiście dwóch na jednego zawsze wygrywało. Jednak w niektórych przypadkach sama nie dałabym rady. Do 3:15am wytropiliśmy czterech grzeszników.
- Chyba już wystarczy... - zauważyłam zdyszana po przed chwilowej walce.
- Masz rację. Odprowadzić cię? - nie okazywał żadnych oznak zmęczenia czy utraty energii.
- Może być. - lubiłam mieć cielesne towarzystwo.
Znów szliśmy według dachów zabudowań. Pod moim oknem podziękował za pomoc i się pożegnał.
- Nawet fajny. Uprzejmy, ale stanowczo rodzicielski. Chyba go lubię. - powiedziałam do mego głosu utykając słowami w powietrzu.
“I tu się zgadzam. Miły z niego gość.” - odgarnął.
"Nie jesteś zazdrosny, czy coś?" - tym razem odezwałam się w myślach, ponieważ nie chciałam, aby to wyglądało tak jakbym z kimś rozmawiała.
“Nie. Jestem tą wersją Bonniego, w której jestem uprzejmy, pobłażliwy i trzymam cię bez smyczy. Materialny "ja" trzyma cię krótko.” - powiedział. - “Pomyśl, że bardzo chcesz być z Bonniem. Może uda ci się wniknąć do struktury jego głosu. Spokojnie, Bonnie nie wie, że można tak robić.” - dodał po namyśle.
Zrobiłam jak kazał. Skupiłam się na tym, że nasza krew jest połączona i na uczuciu, które towarzyszy wnikaniu jego zmysłów do moich. Udało się. Usłyszałam jak mówi do swego głosu:
"Jesteś naprawdę podobny do Oxany. Prawisz mi wykłady gorsze niż matka. Jesteś okropny..."
“Skończyłeś już? Przejdzie ci.” - odezwał się jeszcze jego głos.
"Tak, skończyłem..." - odburknął. - "Tak właściwie to dlaczego akurat ona ma polować na grzeszników? Normalna istota magiczna nie jest w stanie?"
“Ponieważ tak wyznaczyła wyrocznia. Odzwierciedlenie bliźniaczki księżyca i jej pobratymcy będą strzec wymiaru numer 32.” - wytłumaczył głos. Był kobiecy. Brzmiał podobnie do mojego, gdy tłumaczył. Tak właściwie to póki nie zechcę to mogę być słuchaczem, a nie rozmówcą.
"I jej świta oraz połączony książe Fabian ma jej w tym pomóc. Znam już tę bajeczkę, i wiadomo, że to ja jestem Fabianem, nie przypominaj mi. Pytam o umiejętności. Czy to dlatego, że je ma, czy dostała je z powodu zadania? Raczej nie drugie, bo jej ojciec je miał, a nie był strażnikiem." - odezwał się królik.
“Masz rację. Ma je z powodu krwi, ale nawet, gdyby urodziła się człowiekiem, miałaby je.“
"Ciut posrane, ale mniej więcej zrozumiałem. Tylko dlaczego jestem Fabianem?" - spytał się.
“Przepowiednia głosi:
Fabianem zostanie ten,
Który połączenia z nią nie będzie tracić,
Za którego życie gotowa będzie utracić,
Który jej krew będzie mógł pić,
A z wrogów kpić.
...” - nie zdążył dokończyć, bo mój chłopak mu przerwał.
"Kurwa! Znam tą historyjkę! Ale czemu ja? Są miliony chłopaków, którzy pewnie spełnią te wymogi!"
“Powiem wprost: masz jej krew. To jedyny sensowny powód. Gdyby wtedy nie chciała dać ci krwi, nie zgodziłaby się na pobrania. Była dzieckiem, mogła odstawić szopkę i nikt jej do niczego nie mógł zmusić. Rozumiesz?” - jego głos brzmiał zniecierpliwieniem.
"Czuję się jakbym ją ranił nie mówiąc jej o przepowiedni..." - wyznał.
“Spokojnie, nie robisz tego. Nic takiego przynajmniej nie czuję. Chociaż czuje się osaczona przez wszystkie te tajemnice... Może lepiej jej powiedz?” - niepewnie mówił kobiecy głos.
"Chyba masz rację. Powiem jej. Ale dopiero za parę dni. To śmieszne. Wiedząc, że czy chcę czy nie chcę muszę z nią być i tak się w niej zakochałem." - lekka ironia rozbrzmiała w tych słowach.
“Ta. A nie pamiętasz jak było z Elisabeth i Fabianem z wymiaru 63? Albo z Night i Killerem ze świata 48? Ta sama historia, przyjacielu. Ellie i Fab mają trójkę dzieci, a Night i Kill dwójkę. Pójdziesz w ich ślady za parę lat.”
"To było po części pokrzepiające, po części przygnębiające. I oni wcale nie mają dzieci. Ale, dzięki." - podziękował Bonnie, a mnie odrzuciło z powrotem na moje łóżko.
"Matko! O co z tym chodzi?! Mam już dość tajemnic! Głosie, masz mi coś do powiedzenia?!" - wybuchłam w myślach.
“Nic nie wiedziałem! To on jest Fabianem? W sumie, to połączenie mogło to oznaczać, ale nie było ono gwarancją...”
"Wiedziałeś o całej tej przepowiedni?! Mój wewnętrzny głos kurwa wie więcej ode mnie!"
“Przysięgam, nie wiedziałem, że to on! O przepowiedni wiedziałaś i ty, tylko, że zarejestrowałaś ją jako nieważną bajkę z dzieciństwa.” - zaczęłam przegrzebywać poderdzawe skrzyneczki. Zgadza się. Znalazłam takie wspomnienie.
"Przepraszam. Niepotrzebnie wybuchłam." - przeprosiłam. Była 3:39am. - "Chyba już się położę." - żachnęłam do głosu. Nie usłyszałam odpowiedzi.
****
Kończę. Trochę krótko, bo nie miałam w jakim odpowiednim miejscu zrobić cięcia tekstu.
Miłego, Księżniczka Ellie
Nigdzie poza moją pamięcią...
Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłabym usunąć sobie pamięć, gdy usłyszałam:
“Nawet o tym nie myśl! Zwariowałaś?!” - mój wewnętrzny głos zabrzmiał tak podobnie do Bonniego, że odwróciłam się, aby sprawdzić czy jego tam rzeczywiście nie ma. Nie, niestety nie było go.
"Dlaczego tak na mnie naskakujesz?!" - warknęłam.
“Ponieważ próbuję wybić ci z głowy tę głupotę! To byli twoi najcenniejsi przyjaciele, teraz chcesz ich tak po prostu nie znać? Możesz już ich nie widywać, nie gadać z nimi, ale faktem jest, że przez ponad pół twojego życia cię wspierali. Nie możesz tak po prostu o nich zapomnieć!” - zdumiłam się słysząc odpowiedź.
"Pewnie jesteś tą sentymentalną i umoralizowaną wersją?" - rzuciłam z ironią. - "Ale masz rację, nie mogę ich usunąć z żadnej ze skrzyneczek." - dodałam szybko. Mówiąc "skrzyneczki" miałam na myśli szafki i szuflady trzymające moje wspomnienia w ładzie i składzie.
“Teraz gadasz w miarę normalnie. Czuję się dziwnie mądrzejszy przy twoich nieprzyzwoicie głupich myślach. Twój tok myślenia ostatnio zwalnia, wiesz?”
"Nie jedź tak po mnie!" - czułam się nieco przytłoczona jego dobitnymi uwagami.
“Dobra, ale ty zacznij używać więcej procent mózgu.” - poczułam się tak jakby ktoś pukał mi w czaszkę. Rozejrzałam się. Nikogo obok mnie ewidentnie nie było.
“To tylko ja, głupia. Potrafię spowodować każde uczucie, panuję nad twoim mózgiem i nad bodźcami. Mogę nawet spowodować, że się zakochasz lub znienawidzisz kogoś bez powodu. Zabawne, nie?”
"I trochę niesprawiedliwe..." - mruknęłam przewracając oczami.
“Nie marudź! Przynajmniej masz z kim pogadać!” - jego argument był niezaprzeczalny.
"Dobra, dobra. Spokojnie, już nie wydzieraj się tak na mnie, bo robi mi się smutno." - głos lekko się przejął i przeprosił ze skruchą. Więcej już nie rozmawialiśmy. Dopiero teraz zaciekawiło mnie dlaczego bracia grali o tak późnej porze? Może, gdy rodzice zasnęli wymknęli się do mnie? Ale przecież zachowywali się naturalnie, nie byli spięci.
Zeszłam na dół, do salonu. Po rodzicach ani śladu. Zajrzałam do ich sypialni minimalnie uchylając drzwi. Spali jak zabici. Nie było mowy o niedawnym pójściu w drzemkę. Czyli moja wersja się sprawdziła. Tylko, dlaczego chłopcy byli tacy naturalni? Czemu nie próbowali zachować ciszy? Dzieci chyba zawsze będą dziwne...
Po powrocie przez salon opadłam na łóżko. Zanurzyłam się w zmysłach, które już od jakiegoś czasu kipiały z wyczerpania przez rozszarpujące emocje. Czułam jak pod zamkniętymi powiekami pochłaniają moją obecność i uzupełniają się, by być gładkimi i delikatnymi. Leciutko wsłuchiwałam się w ulicę za oknem. Taksówki jeździły pełną parą rozwożąc ludzi z imprez i spotkań. Po chodniku deptało niewele nóg z powodu późnej godziny. Było na oko 0°C. Wiał letni wiaterek, więc odczuwalne było coś około -1°C. Wszyscy nosili płaszcze, kurtki. Niektórzy pozakładali czapki i kaptury. Buty klekotały o nieumęczony chodnik. Jedna z pobliskich latarń migała, aby niedługo kompletnie zgasnąć. Komuś muzyka grała pociesznie w słuchawkach. Ktoś inny ledwo stał na nogach przez wyczerpujący dzień. Osoba o idealnie niebieskich oczach przystając po drugiej stronie ulicy tęskno patrzyła się w moje okno. Otworzyłam oczy zdyszana ze strachu. Przylepiłam wzrok do szyby. Tak, miałam rację. Po drugiej stronie czarnego paska asfaltu raz po raz przecinanego samochodami stał Matt. Z niczym nie pomyliłabym tych oczu. Nie było z nim Molly, co mnie szczerze zdziwiło. Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się moje oczy zabarwił kolor czerwony. W nos wpychał się piekący zapach palonego węgla. Wyskoczyłam przez okno. Biegłam na niego z nożem. Gdy był między nami krok ktoś chwycił mnie za ramię i zasyczał do ucha:
- Na pewno chcesz to zrobić? To tylko jeden grzech, a nie cała ich masa, jak w reszcie przypadków. Poczekaj, aż naskrobie bardziej. Później nie będziesz miała tych jebanych wyrzutów sumienia. - gniewnie spojrzałam przez ramię. Za mną stał John. Byłam tak zdumiona, że odskoczyłam. Tęczówki powróciły do kochanej przez wszystkich purpury. Zapach ustanął, lecz nieznacznie.
- Co ty tu kurwa robisz?! - wydyszałam na jednym tchu.
- To, co ty. Tropię grzeszników. Przejrzyj sobie jego poważniejsze grzechy. Ma jakieś dwa na koncie. Nie marnuj na to ścierwo czasu. Nawet, by się nie bronił. - prychnął z pogardą patrząc na Matta. Ten się nie odzywał tylko patrzył na mnie od czasu do czasu zdumionym spojrzeniem.
- Chyba masz rację... Ilu już zabiłeś?
- Dwóch. Kobieta i mężczyzna. Oboje po czterdziestce.
- Hm. Jeszcze nie widziałam grzesznika kobiety.
- Zobaczysz jeszcze wiele. Po prostu trudniej je wytropić, więc są rzadziej zabijane.
- Czyli przyznajesz wyższość płci pięknej? - uniosłam jedną brew.
- Nie... Może trochę? Hej, nieważne! - machnął ręką. - Idziesz na Oxford street? Jeszcze tam ich dzisiaj nie szukałem.
- Spoko. - zwróciłam się do Johna. - Do zobaczenia, gdy będziesz miał więcej grzechów na koncie. - powiedziałam do Matta i pogłaskałam go po policzku z nożem w ręku. Następnie wzbiłam się w powietrze i stanęłam na dachu jakiegoś budynku. John niedługo do mnie dołączył. Zaraz, dlaczego ja kurwa tak wysoko skaczę?!
- Spokojnie. Pewnie ci nie powiedzieli, ale jedną z podstawowych umiejętności jest możliwość bardzo wysokiego skoku. Prawie wszystkie istoty magiczne to potrafią. - z trudem powstrzymywał śmiech na widok mojej otępiałej miny.
- I kolejne tajemnice... - mruknęłam.
“Ciekawe, co jeszcze przed nami ukrywają!” - zaćwierkotał mój niezadowoly głos.
- Taaa... - przytaknęłam mu, a John uznał to również za odpowiedź dla siebie.
Skakaliśmy po kolejnych budynkach i, gdy trafiała się jakaś zwierzyna, polowaliśmy. Oczywiście dwóch na jednego zawsze wygrywało. Jednak w niektórych przypadkach sama nie dałabym rady. Do 3:15am wytropiliśmy czterech grzeszników.
- Chyba już wystarczy... - zauważyłam zdyszana po przed chwilowej walce.
- Masz rację. Odprowadzić cię? - nie okazywał żadnych oznak zmęczenia czy utraty energii.
- Może być. - lubiłam mieć cielesne towarzystwo.
Znów szliśmy według dachów zabudowań. Pod moim oknem podziękował za pomoc i się pożegnał.
- Nawet fajny. Uprzejmy, ale stanowczo rodzicielski. Chyba go lubię. - powiedziałam do mego głosu utykając słowami w powietrzu.
“I tu się zgadzam. Miły z niego gość.” - odgarnął.
"Nie jesteś zazdrosny, czy coś?" - tym razem odezwałam się w myślach, ponieważ nie chciałam, aby to wyglądało tak jakbym z kimś rozmawiała.
“Nie. Jestem tą wersją Bonniego, w której jestem uprzejmy, pobłażliwy i trzymam cię bez smyczy. Materialny "ja" trzyma cię krótko.” - powiedział. - “Pomyśl, że bardzo chcesz być z Bonniem. Może uda ci się wniknąć do struktury jego głosu. Spokojnie, Bonnie nie wie, że można tak robić.” - dodał po namyśle.
Zrobiłam jak kazał. Skupiłam się na tym, że nasza krew jest połączona i na uczuciu, które towarzyszy wnikaniu jego zmysłów do moich. Udało się. Usłyszałam jak mówi do swego głosu:
"Jesteś naprawdę podobny do Oxany. Prawisz mi wykłady gorsze niż matka. Jesteś okropny..."
“Skończyłeś już? Przejdzie ci.” - odezwał się jeszcze jego głos.
"Tak, skończyłem..." - odburknął. - "Tak właściwie to dlaczego akurat ona ma polować na grzeszników? Normalna istota magiczna nie jest w stanie?"
“Ponieważ tak wyznaczyła wyrocznia. Odzwierciedlenie bliźniaczki księżyca i jej pobratymcy będą strzec wymiaru numer 32.” - wytłumaczył głos. Był kobiecy. Brzmiał podobnie do mojego, gdy tłumaczył. Tak właściwie to póki nie zechcę to mogę być słuchaczem, a nie rozmówcą.
"I jej świta oraz połączony książe Fabian ma jej w tym pomóc. Znam już tę bajeczkę, i wiadomo, że to ja jestem Fabianem, nie przypominaj mi. Pytam o umiejętności. Czy to dlatego, że je ma, czy dostała je z powodu zadania? Raczej nie drugie, bo jej ojciec je miał, a nie był strażnikiem." - odezwał się królik.
“Masz rację. Ma je z powodu krwi, ale nawet, gdyby urodziła się człowiekiem, miałaby je.“
"Ciut posrane, ale mniej więcej zrozumiałem. Tylko dlaczego jestem Fabianem?" - spytał się.
“Przepowiednia głosi:
Fabianem zostanie ten,
Który połączenia z nią nie będzie tracić,
Za którego życie gotowa będzie utracić,
Który jej krew będzie mógł pić,
A z wrogów kpić.
...” - nie zdążył dokończyć, bo mój chłopak mu przerwał.
"Kurwa! Znam tą historyjkę! Ale czemu ja? Są miliony chłopaków, którzy pewnie spełnią te wymogi!"
“Powiem wprost: masz jej krew. To jedyny sensowny powód. Gdyby wtedy nie chciała dać ci krwi, nie zgodziłaby się na pobrania. Była dzieckiem, mogła odstawić szopkę i nikt jej do niczego nie mógł zmusić. Rozumiesz?” - jego głos brzmiał zniecierpliwieniem.
"Czuję się jakbym ją ranił nie mówiąc jej o przepowiedni..." - wyznał.
“Spokojnie, nie robisz tego. Nic takiego przynajmniej nie czuję. Chociaż czuje się osaczona przez wszystkie te tajemnice... Może lepiej jej powiedz?” - niepewnie mówił kobiecy głos.
"Chyba masz rację. Powiem jej. Ale dopiero za parę dni. To śmieszne. Wiedząc, że czy chcę czy nie chcę muszę z nią być i tak się w niej zakochałem." - lekka ironia rozbrzmiała w tych słowach.
“Ta. A nie pamiętasz jak było z Elisabeth i Fabianem z wymiaru 63? Albo z Night i Killerem ze świata 48? Ta sama historia, przyjacielu. Ellie i Fab mają trójkę dzieci, a Night i Kill dwójkę. Pójdziesz w ich ślady za parę lat.”
"To było po części pokrzepiające, po części przygnębiające. I oni wcale nie mają dzieci. Ale, dzięki." - podziękował Bonnie, a mnie odrzuciło z powrotem na moje łóżko.
"Matko! O co z tym chodzi?! Mam już dość tajemnic! Głosie, masz mi coś do powiedzenia?!" - wybuchłam w myślach.
“Nic nie wiedziałem! To on jest Fabianem? W sumie, to połączenie mogło to oznaczać, ale nie było ono gwarancją...”
"Wiedziałeś o całej tej przepowiedni?! Mój wewnętrzny głos kurwa wie więcej ode mnie!"
“Przysięgam, nie wiedziałem, że to on! O przepowiedni wiedziałaś i ty, tylko, że zarejestrowałaś ją jako nieważną bajkę z dzieciństwa.” - zaczęłam przegrzebywać poderdzawe skrzyneczki. Zgadza się. Znalazłam takie wspomnienie.
"Przepraszam. Niepotrzebnie wybuchłam." - przeprosiłam. Była 3:39am. - "Chyba już się położę." - żachnęłam do głosu. Nie usłyszałam odpowiedzi.
****
Kończę. Trochę krótko, bo nie miałam w jakim odpowiednim miejscu zrobić cięcia tekstu.
Miłego, Księżniczka Ellie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P