niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 14

Nie piszę rozpoczęcia.
Brak tekstu do pokazania.
*****
*Oxanne*
- Halo? - szepnęłam w słuchawkę odchodząc od towarzystwa.
- Cześć, tu Molly. Masz chwilę?
- Niewielką, ale mów.
- Co ci się ostatnio dzieje? Nawet Matt się niepokoi, szczególnie po tym zabójstwie na ulicy. - mówiła lekko oskarżycielskim tonem, jednak jak najłagodniej. Po jej słowach przez głowę przeleciało mi parę ostatnich wydarzeń jak przez klisze filmu. Poruszyły mnie, lecz nieznacznie.
- Przepraszam, jeśli was zamartwiam. Jednak jak już pewnie zauważyłaś, nasze drogi od jakiegoś czasu się rozbiegają. Dalsza przyjaźń byłaby trudna i bezsensowna. Możemy pozostać przy tytule "chodziłam z nią do klasy.", ale nic więcej. Będziemy się tylko ranić. Zgodzisz się chyba, prawda? - powiedziałam cicho i oschle. Nie wierzyłam, że TE słowa i TEN głos wydobyły się ze mnie. Bonnie położył mi rękę na ramieniu i spojrzał na mnie nieco zaskoczony. Moją przyjaciółkę zatkało.
- Co ty chrzanisz? Dobrze się czujesz? Piłaś? - wydukała po chwili. Jej ostatnie słowo mnie trochę uraziło, jednak odparłam z powagą:
- Nie, czuję się świetnie. Po prostu jako litościwa osoba nie chcę cię ranić. Przestań o mnie myśleć i zapomnij, że mnie znałaś. Funkcjonuj dalej beze mnie w swoim podstawowym otoczeniu. Usuń mnie z niego i nie pozostaw po mnie żadnych wspomnień.
- Nigdy! Przecież mieliśmy być przyjaciółmi na zawsze! - upierała się załamującym głosem. Zorientowałam się, że ma na myśli również Matta.
- Ale to było, gdy byłam człowiekiem. W mojej obecnej postaci, nie możecie mi pomóc. Przykro mi. - ostatnie zdanie wypowiedziałam baznamiętnie. Jakby nieszczerze.
- Ale, ale... Ty obiecałaś... - szlochała. - Nienawidzę cię!
- Przejdzie ci. Pa. - rzuciłam z zamiarem zakończenia rozmowy, lecz głos Molly ostatni raz doszedł jeszcze do mych uszu:
- Jesteś jebanym, bezdusznym potworem! - zatkało mnie, a pisk kończący połączenie nie zrobił na mnie wrażenia. Ani razu nie drgnęłam. Byłam kimś, kto zabija lub okrada z życia innych. Na dodatek bezkarnie, bezpodstawnie i bez emocji. Zabijanie nie robiło na mnie najmniejszego wrażenia, nie mówiąc o poczuciu winy czy własnego zła. Byłam jak to ujęła Molly, bezduszna. Mało co w związku z uczuciami innych mnie obchodziło. Nie zważałam na czyjś ból. Do celu szłam niewzruszenie po trupach, które taszczyły się za mną i przede mną, a ja kroczyłam "nie widząc" ich. Sumienie ciągnęło się kilometrami grzechów, a moje kroki były lekkie jak u baletnicy. Ona miała rację. Byłam potworem. Byłam poczwarą, monstrum i błędem tego świata. Tak myślałam w głębi, jednak w moim powierzchownym toku myślenia te słowa nie miały sensu i były nieakceptowane. Wcale nie było mi żal ludzi, których zabiłam lub zaatakowałam. To tylko tymczasowe rozmyślania o moich emocjach do otoczenia. Schowałam telefon i szepnęłam do "królika", który stał obok mnie:
- Jesteśmy potworami, wiesz? - mimo głębokiego znaczenia mojej wypowiedzi powiedziałam to z lekkim rozbawieniem. Otworzył szerko oczy i spytał:
- Jak to?
- Przecież zabijamy i krzywdzimy. Niby dla życia, ale dla swojego życia. To okropnie egoistyczne z naszej strony, że chcemy żyć cudzym kosztem. - tylko pokręcił głową na tę odpowiedź i odparł:
- Nie marudź. To tylko tymczasowe poglądy. Nie patrz na świat przez pryzmat tego, co powiedziała ta twoja przyjaciółka. - skąd on wiedział, że to Molly?
- Chyba masz rację. - burknęłam, choć w rzeczywistości się z nim wcale nie zgadzałam.
- To dobrze. Wracamy do reszty? - pokiwałam tylko głową i udaliśmy się z powrotem do towarzystwa.
- Kto dzwonił? - zaciekawiła się Chicka.
- Nikt ważny. Była przyjaciółka. Nawyzywała mnie od suk, bo chciała się powyżywać na starej znajomej. - Bonnie wiedział, że nie mówię prawdy, więc dyskretnie na niego spojrzałam, jednak nie poprawił mojego kłamstwa.
- Aaaaaa. - mruknęła blondynka. Właściwie to nie mieliśmy już co omawiać, więc spodziewałam się niedługo jakiegoś pożegnania, ale nic takiego nie nastąpiło. Tylko siedzieliśmy patrząc na siebie w ciszy. Względem na sytuację moje mury wokół wspomnień były solidne i potężne. Poczułam łaskoczący dotyk czyjejś świadomości. Był to Foxy. Wyczułam to. Wpuściłam go delikatnie, jednak tak, aby nie widział ważniejszych wspomnień.
"Jakim cudem to potrafisz?"
"Ale co?" - zdziwił się.
"To, że możesz czytać moją świadomość." - odparłam.
"Każda magiczna istota to potrafi. Bonnie po prostu potrafi to zrobić zawsze i może sforsować twoje najtwardsze mury." - na chwilę przerwał, a ja się przeraziłam. Czyli on z a w s z e może czytać moje myśli?! - "Bonnie stanowi również twoją drugą osobowość. Słyszysz czasami w głowie głos? Jest on odzwierciedleniem charakteru Bonniego. On ma taki sam głos odzwierciedlający twój charakter. Ciekawe, nie?" - wyjaśnił. Często część moich myśli była wymawiana przez inny głos niż mój. To by się zgadzało...
"On o tym wie?"
"Tak. Tylko ci o tym nie mówił z niewiadomych mi przyczyn. Reszta też wie i też uważała za niepotrzebne mówienie ci o tym." - odpowiedział.
"To nie fair! Dlaczego mi nie powiedzieli?"
"Jak już wcześniej wspomniałem, nie wiem."
"Chyba im wpierdolę. Kurwa! Przecież, jak można ukrywać coś tak ważnego?"
"Też tego nie rozumiem i dlatego ci powiedziałem. Ale innym nie mów, bo mnie tak zjadą, że się nie poskładam."
"Taaa. Nie powiem im." - zapewniłam go.
Poczułam leciutki chłód towarzyszący opuszczaniu cudzej świadomości ze środka swojej. Zrobiło się jakoś pusto. Wysunięte, nijakie wspomnienia z powrotem powsuwałam na brzegi poszczególnych szufladek po czym wszystkie wspomnienia otoczyłam łańcuchem i kłódką. Już chciałam zamykacmć wejście do mojego umysłu, gdy poczułam tarcie kogoś obcego. Wyczułam zapach kobiety. Biorąc pod uwagę otoczenie mogła to być Chicka, Will lub ta dziunia Ricka.
"O czym z nim rozmawiałaś?" - szepnęła ochoczo. To Chicka.
"Dlaczego mi do kurwy nędzy nie powiedzieliście?!" - zaatakowałam ją.
"A więc wyjawił ci prawdę... Nie jestem na niego zła, sama chciałam to zrobić. Wszyscy to rozważaliśmy, włącznie z Bonniem. Czyli odwalił za nas robotę."
"Ulżyło mi. Myślałam, że mu nogi z dupy powyrywacie."
"Nie, skądże! Chociaż John... Nie, powiem mu, aby tego nie robił." - zaśmiała się ochryple.
"To dobrze." - uśmiechnęłam się.
"Tak właściwie to co TY sądzisz o całej sytuacji?"
 "Popieram Will. Miałam podobne przypuszczenia."
"Tego można było się po tobie spodziewać..." - mruknęła.
"Czego?"
"Tego, że wypowiadasz się niepełnie. Chcesz ukryć jak największą część swojej racji."
"To w sumie trochę prawda..." - wyznałam nieśmiało.
"Jak najbardziej lubisz się ubierać?" - to nagle swobodne pytanie wyrwało mnie z nastroju rozmowy, więc dopiero po dłuższym momencie wydukałam:
"Zazwyczaj strój dobieram do pogody i do mojego nastroju. Fryzurę i dodatki stylizuję z pomocą ubioru. Zazwyczaj mam rozpuszczone włosy. Tylko na wyjątkowe sytuacje wiąże włosy, nie licząc uprawiania sportu."
"Aha. A ja dobieram wszystko do pogody i do fryzury. Nigdy nie noszę rozpuszczonych włosów, ponieważ są za długie i źle wyglądają. Czasem spinam je od dołu, żeby wyglądyły na krótsze. Tak robiłam kiedyś i robię tak do dziś." - wypowiedziała się na ten sam temat.
“Mówiąc "kiedyś" miała na myśli przed śmiercią, co?” - odezwał się mój głos. Rzeczywiście, jego protekcyjny ton przypominał mi Bonniego. I zapewne miał rację.
"To ciekawe."
“Może już koniec tej rozmowy, co?” - zahuczał głos.
"Hej, Chicka  nie uważasz, że powinnam już wracać?" - dodałam po ciętej uwadze wewnętrznego głosu. - "Jest już po czwartej..." - dodałam po obejrzeniu się na zegar ścienny.
"Masz rację."
- Ox chyba powinna już iść. - wypowiedziała głośno. Nasze połączenie zerwało się tak gwałtownie, że, aż jęknęłam łapiąc się za skronie. Zwróciłam tym uwagę Bonniego, który po mej reakcji spojrzał gniewnie na Chickę. Ta tylko przepraszająco wzruszyła ramionami. Pod zaciśniętymi powiekami zmysły układały się w podstawowym szyku. Gdy wszystko wróciło do normy otworzyłam powoli oczy, dając znak trzymającemu mnie za ramiona chłopakowi, że może mnie puścić.
- Już wszystko gra. - zapewniłam jednocześnie jego i samą siebie. Kilka razy jeszcze zamrugałam i rozejrzałam się po pokoju. - Raczej już pójdę. - tym razem zwróciłam się do wszystkich.
- Lepiej cię odprowadzę. - mruknął czarnowłosy.
- Dobra.
Po wyjściu z budynku byłam całkowicie zaskoczona przyjemnością jaką sprowadza na mnie chłodny wiatr. Otulał mnie przyprawiającym o gęsią skórkę podmuchem powietrza. Przystanęłam, aby głęboko zaczerpnąć świeżego powietrza. Słyszałam jak Bonnie robi to samo. Czułam siłę energii emenującą z pobliskich drzew i krzewów. Jednak jeszcze większą energię wydzielał obiekt stojący niedaleko mnie. Jego moc pulsowała w rytm mojej. Miała kolor granatowo-fioletowy. Wiedziałam, że to Bonnie. Poczułam równie mocną falę mocy dalej ode mnie. Była żółto-pomarańczowa. To pewnie Chicka obserwowała nas przez okno, jak miała w zwyczaju. Otworzyłam oczy.
- Chodź już. - uśmiechnął się podający mi rękę chłopak stojący trzy kroki ode mnie. Uścisnęłam ją i resztę drogi trzymaliśmy się za ręcę. Na samym początku poczułam zawstydzenie przed Chicką, ale po sekundzie minęło. Droga do domu minęła mi bardzo szybko. Przy drzwiach pożegnałam się z moim chłopakiem. Szedł w lewo. Przez chwilę na niego patrzyłam. Obejrzałam się na drzwi, aby pod przypływem wiatru znów obrócić się w stronę Bonniego. Już go nie było. Zniknął, wyparował. Weszłam do domu i przywitałam się z rodzicami w salonie. Po dotarciu do swojego pokoju ujrzałam braci przed moim laptopem. Grali w gry.
- W co gracie? - zagadnęłam odrzucając telefon na łóżko.
- W monster traki! - zawołał Kayl patrząc jak Mike z pomocą klawiszy wywraca auto do góry nogami. - Dobrze, a jak skończycie to dacie siostrzyczce za pięć minutek komputer?
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie i niechętnie.
Tymczasem ja zajęłam się pisaniem z Rickiem.
"Co tam? Bracia okupują komputer. 
..."
"Nic. Jestem już w domu. Przeglądam grafik. Idziesz jutro do pracy?" - odpisał po minucie.
"Jeszcze nie wiem, ale możliwe, że pójdę."
"Aha. To nie będę samotny "
"Taaa. Masz dzienną zmianę?" - spytałam.
"Nie. W pon i wt nie." - odpisał.
"Spoko, czyli do zobaczenia na nocnej zmianie?"
"Raczej tak."
Podeszłam do młodych i odgoniłam ich od sprzętu elektrycznego. Na ekranie widniała data:
21 czerwca 2015r.
Niedziela 11:56pm
"Niedługo północ..." - zauważył głos.
"Taaa." - odparłam mu w myślach nie oczekując odpowiedzi.
*****
Sądzę, że to i tak gówno.
Pozdrowienia, Betha ♥♡♥♡

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P