sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 10

Nie mam juz troche sily, ale trudno! Napisze chociaz troche...
*****
- Jaki kulturalny chłopak. Czy między wami coś jest?
- Nie, nie! To tylko przyjaciel.
- A szkoda, byłby dobrym zieńciem... - rozmarzyła się, a ja zmieszałam.
- Nie wyobrażaj sobie! - zaśmiałam się, ale ten uśmiech bardziej przypominał drwiny niż żart.
- Ok, ok. Już się tak nie gorączkuj. Złość piękności szkodzi! - zaśmiała się i zniknęła w korytarzu.
- Ufff... - odetchnęłam i udałam się do pokoju bliźniąt.
Podeszłam do Mike'a i spostrzegłam, iż ssając kciuk pije z niego krew. Skrzywiłam się. Widziałam jak oboje nieświadomie przebijają małymi kłami palce i je ssą, oczyszczając z wszelkiej krwi... Ja też tak robiłam, gdy byłam mała? Zastanowiłam się. Nie przypominam sobie nic takiego, ale pewnie tak. Powoli obudziłam chłopców.
- Nie chcę! - zaprotestowali chórem.
- Ja też nie chcę, a muszę. Już, ruszać odwłoki do kuchni. Matka woła. - tak naprawdę mama nic od nich nie chciała, ale poczułam zapach naleśników, więc zgoniłam ich na dół. Wróciłam do pokoju. Nie miałam co robić, więc się pouczyłam. Zaczęłam od chemii i biologii, bo idą mi najlepiej. Na koniec rozwiązywałam temat i przesłanie jakiejś literatury. Nienawidzę anglika. Jest okropny. Wolę anatomię i chemię. Nauki ścisłe typu matematyka też mi dobrze idą. Jednak z literatury i interpretacji obrazów jest ze mnie kołek. Geografia też za specjalnie mnie nie interesuje. Muzyka to nie moja bajka, a poza tym nie jestem mocno religijna. Tylko fizyka, chemia, biola i matma. To są przedmioty z którymi sobie radzę. Mam talent do języków, dlatego uczę się trzech naraz, rosyjskiego, polskiego i francuskiego. Podobno ma wejść w wakacje język niemiecki lub łacina, ale to uczniowie mają to ustalić. Niestety, ja już w wakacje nie będę chodziła do tej szkoły. Ciekawe czy Molly i Matt idą na studia? Nigdy z nimi o tym nie rozmawiałam. Zadzwoniłam do Molly. Odebrała dopiero po sześciu sygnałach.
- Tak?
- Halo? Tutaj Oxana.
- A! To ty! Nie poznałam cię. Co tam?
- Nic. Chciałam tylko spytać czy nie mogłybyśmy za pół godziny się gdzieś spotkać?
- Mi pasuje. Zapraszamy Matt'a?
- Ok. Gdzie się spotykamy?
- Może pod hotelem niedaleko twojej pracy?
- Spoko. To do zobaczenia!
- Do zobaczenia! - pożegnała się. Głuche piiiiiiip rozorało mi uszy i nic więcej nie usłyszałam. Zaczęłam się szykować. Rozczesałam niesforne purpurowo-krucze fale i spięłam grzywkę w bok. Włosy swobodnie oblewały mi ramiona. Ubrałam się w fioletową spódniczkę w czarne kropki. Do tego gładki, czarny top. Na ramiona założyłam fioletową kurtkę z jakimiś inicjałami z boku rękawa. Do tego szare rajstopy i śliwkowe, okrągłe kolczyki. Na koniec zapięłam na szyi wisiorek od Ricka. Po wsunięciu się w połyskliwe, śliwkowe baletki posmarowałam usta arbuzową pomadką. Nałożyłam lekką kredkę do oczu oraz tusz do rzęs. Byłam gotowa do wyjścia. Na lewą rękę wsunęłam rękawiczkę bez palcy dopasowaną do stroju. Wyślizgnęłam się drzwiami z torebką na ramieniu, w której miałam telefon, portfel, aparat (nie wiem po co, chyba od zajęć fotograficznych), chusteczki i słuchawki.
- Hej! - Molly machała mi sprzed kremowego budynku. Po spojrzeniu w prawo poczułam się dziwnie. Przypomniałam sobie wczorajszą sytuację z Bonniem. Przeszedł mnie dreszcz. Po krótkim czasie dołączył do nas Matt. Zagwizdał na nasz widok.
- Ale żeście się wystroiły! - zawołał. Molly miała włosy spięte w różowo-blond warkocz. Miała jeszcze końcówki sprzed paru miesięcy. Ubrana była w białe legginsy z różową tuniką w białe serduszka. Różowe buty na obcasie nieco ją podwyższały. Do tego różowo-biały cień do powiek, tusz do rzęs i różowa szminka. Molly uwielbiała się malować. Na szyi wisiał srebrny wisiorek z serduszkiem, a na ręce bobłyskiwały kolorowe bransoletki. To ja dałam jej ten wisiorek w drugiej klasie gimnazjum. Matt'a poznałyśmy pod koniec gimnazjum.Teraz kończyliśmy liceum.
- Mam to uznać za komplement, lalusiu? - uniosła brew w kierunku bruneta.
- Co ona taka naburmuszona? - zwrócił się do mnie. Ja tylko wzruszyłam ramionami. Przypomniałam sobie o czym myślałam w domu i zagadnęłam:
- Hej... Wiecie, kończymy szkołę... Zamierzacie iść na studia? - to nagłe pytanie ciutkę ich zdziwiło.
- Ja naprawdę nie wiem. Już jestem rozdarty, a do tego mam myśleć o studiach! - stęknął Matt.
- Ja chyba pójdę na nauki ścisłe... - zastanawiała się Molly. - A ty powinnaś pójść ze mną!
- J-ja?! - omal nie zaksztusiłam się powietrzem.
- Nie... Molly, ona powinna pójść na języki! - poprawił ją Matt..
- Przecież świetnie się uczy bioli i chemii... Niech pójdzie na anatomię! - zaproponowała przyjaciółka.
- Mamy dość lekarzy. Jest mało tłumaczy i lektorów, a na dodatek Ox ma ładny głos do podkładu w serialach...
- Bredzisz Matt! Ona ma talent do języków, ale najlepiej się czuje w przyrodzie! - zaprotestowała. I tak kłócili się jeszcze parę minut, aż im przerwałam.
- Hej! Zapomnieliście już kim jestem?! Jak mam w takiej sytuacji chodzić na studia? Przecież ja piję ludz... -  chciałam powiedzieć, że piję ludzką krew, ale czyjaś ręka zasłoniła mi usta. Czułam jak robi to czule i delikatnie, jednak stanowczo, abym niczego nie powiedziała. Wiedziałam już kto to. Gdy powoli zabierał dłoń ja stałam jak kłoda i czekałam na jego upomnienia w postaci piekącego szeptu, ale się nie doczekałam. Spojrzałam za siebie. Stał za mną Bonnie i, gdy tylko odwróciłam twarz ku niemu zaczął się promiennie uśmiechać. Ta jego tajemmniczość zaczynała mi się podobać.
- Co ty tu do cholery robisz?! - wydarłam się.
- A co ty chciałaś powiedzieć? Ostrzegałem. Jeszcze raz i skończysz jak moja lalka, złociutka. Nie próbuj więcej, bo ani twoi ludzcy przyjaciele ci nie pomogą, ani twój Rickuś. - powiedział łagodnie. Moi przyjaciele patrzyli się jak na kosmitę. Bonnie złapał mnie za rękę, a ja oparłam na chwilę podbródek na jego ramieniu.
- Nie bój się. Proszę, tylko się nie bój. Twój strach mnie rani. - wyszeptał załamującym się głosem do mego ucha. Nagle zrobiło mi się go żal. Puścił moją rękę i wymijając moich przyjaciół odszedł nie odwracają głowy. Mojej ręce zabrakło jego ciepła i melodii głosu. Kurczowo zaciskałam i prostowałam palce u ręki, za którą mnie trzymał. Robiłam tak jeszcze przez chwilę, a potem powiedziałam do przyjaciół:
- To u niego normalne. Nie martwcie się. - machnęłam ręką, na której jeszcze czułam jego dotyk. Oboje pokiwali głowami. Udaliśmy się do kawiarenki, gdzie rozmawialiśmy na różne tematy. Potem wspólnie włóczyliśmy się po mieście. Wróciłam do domu koło godziny 18.00.
- Gdzie byłaś? Z tym twoim przyjacielem? - zagadnęła mama z ukrywaną nadzieją.
- Byłam z Molly, Matt'em i tak, Bonnie też był. - powiedziałam pół-prawdę, a może pół-kłamstwo? Raczej to drugie.
- Aha. Jesteś głodna?
- Nie, jadłam na mieście.
- Cześć! - powiedziałam wesoło do taty, którego minęłam na schodach. Pewnie wracał z pokoju bliźniaków. Mój pokój z garderobą, łazienka i pokój moich braci są na pół-piętrze, a salon, kuchnia i pokój rodziców były na parterze.
*Lily*
- Hej, mam wrażenie, że ona ma lepsze kontakty z tobą, a nie ze mną, z własną matką! - poskarżyłam się Vincentowi.
- Może dlatego, że gram z nią w pokera, a ty nie.
- Nie bądź ironiczny. Zrobimy test. Oboje pójdziemy z nią porozmawiać, ale pojedynczo. Zobaczymy kto więcej wyciągnie! - zaproponowałam.
- Zwariowałaś? I do czego ci to?
- Nie wiem, tak po prostu! Idę pierwsza! - powiedziałam i powlokłam się schodami na górę. Zapukałam w drzwi i weszłam. Ox siedziała na łóżku i patrzyła w sufit. Nagle podniosła głowę i patrzyła prosto na mnie jak sowa na robaka. Pociągnęła nosem - wąchała powietrze. Przekrzywiła głowę jak zdziwiony pies po czym spojrzała w moje oczy. Jej tęczówki były pomarańczowe! Momentalnie potrząsnęła głową i patrzyła na mnie fiołkowym spojrzeniem uśmiechając się. W pierwszej chwili zlękniona chciałam się wycofać, ale się powstrzymałam.
- Chciałaś coś? - zapytała po chwili.
- Nie, tylko... Nie chciałabyś o czymś porozmawiać?
*Oxana*
- Nie, tylko... Nie chciałabyś o czymś porozmawiać? - w mojej głowie zaświeciła się lampka, że coś przeskrobałam. Tylko co?
- A o czym na przykład? - zapytałam niepewnie.
- Nie wiem. Na przykład o swoich problemach? - tak się mówi jak dziecko, ćpa, pije albo się tnie. Ja nie robię żadnych z tych rzeczy, więc po prostu chce dowiedzieć się czegoś o moim życiu.
- Nie, nic takiego się nie dzieje. Czemu pytasz? - nie dam jej takich informacji. Straciłam z nią bliski kontakt od rozpoczęcia się całej tej maskarady.
- Nie ważne. - odparła zażenowana i wyszła z mojego pokoju.
*Vincent*
- I co, dowiedziałaś się czegoś?
- Nie. - odparła. - Chyba widziałam jakąś przemianę naszej córki. Miała bursztynowe oczy i patrzyła na mnie jak na nowy zapach zwierzęcia, na które zapoluje. Czułam się dziwnie. - wyznała.
- Tak samo patrzyłem na innych, gdy przemieniałem się połowicznie. - położyłem jej dłoń na ramieniu. - To normalne, nie martw się. To co, teraz ja idę?
- Nie. Straciłam ochotę na całą tą rywalizację. Na pierwszy rzut oka widać, że macie lepsze kontakty. - wymamrotała. Powlokłem się z niechęcią do pokoju córki. Zapukałem. Z pokoju dobiegał jakiś hałas. Uchyliłem drzwi i obserwowałem sytuację w środku. Jej kolega stał przed nią i się z nią kłócił.
- Bonnie, zrozum! Nie mogę tego przed nimi ukrywać! - wrzeszczała na niego.
- Możesz nie jęcz.
- Nie, nie mogę! Postaw się na moim miejscu... - nim zdążyła dokończyć chłopak zatkał jej usta dłonią.
*Oxanne*
Bonnie zatkał mi usta dłonią.
- Już spokojnie. Nie krzycz tak po zedrzesz sobie gardło. Powąchaj powietrze. - wyszeptał łagodnie przygryzając moje ucho. W powietrzu poczułam zapach ojca. - Może odegramy mu małą scenkę? - zaśmiał się. Przechylił mnie do tyłu i wolną ręką przytrzymywał moje plecy. Przestał zatykać mi usta. Milczałam. Oddychałam zdenerwowana. Nie wiedziałam co zrobi. Odgarnął z mojej szyi włosy, w tym samym miejscu poczułam ból. Syknęłam. Popatrzyłam w bok. Bonnie wgryzł się kłami w moją szyję i zachłannie ssał. Robił to powoli, tak, że sprawiało mi to niemal przyjemność. Bolało mnie to, ale podświadomie chciałam, aby jego kły były zatopione w moim ciele. Czułam zapach przerażenia mojego ojca.
*****
Dalej nie chce mi pisać (znowu xd). Zjebany telefon!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P