poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 13

No dalej! Brniemy w to gówno!
*****
*Bonnie*
Umysłem muskałem od jej biodra po żyłach, aż do serca potem przeszedłem tętnicą do jej szyi następnie lustrowałem jej twarz, wargi, nos i oczy. Jej tęczówki były fiołkowe, więc śniła o czymś miłym. Potrafiłem wyczuć kolor jej tęczówek pomimo zamkniętych powiek. Przydatne, nie?
Powoli otwierała oczy. Zamrugała i patrzyła na mnie. Uśmiechnęła się.
- Jak długo spaliśmy?
- Jakieś ponad cztery godziny. - odpowiedzałem.
- Nie tak źle. Pewnie teraz jest koło wpół do trzeciej...
- Tak, umiesz liczyć. - przytaknąłem.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne, wiesz! - powiedziała i poczochrała mi włosy. Wstała i zamknęła się w łazience. Podejrzewam, że poszła się kąpać. Próbowałem wejść do jej mózgu, ale wzniosła w głowie mury i nic nie wskórałem. Oparłem się o drzwi łazienki i słuchałem jak woda uderza o jej skórę.
- Jak myślisz, czy to się kiedyś wyjaśni? Czy Scott da se spokój? Czy jesteś bezpieczna?
- Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem tylko, że kiedyś będę musiała pokonać Scotta. - odpowiedziała mi zza drzwi.
- Martwię się, że nie wszyscy wyjdą z tego cało...
- Wyjdą, wyjdą! Nie zamartwiaj się tak. - powiedziała i wyszła z łazienki w czystych ubraniach i z mokrą głową. Poczułem ulgę, że mury upadają. Spokój rozlał się po mnie całym.
- Tak lepiej. - mruknąłem.
- Zgadza się. - przytaknęła i zaczęła coś wystukiwać w ścianie. Oparła się plecami o równą powierzchnię. Podszedłem do niej i szepnąłem:
- Czujesz to?
- Co? Ten zapach? Niepokoi mnie, ciebie też?
- Tak. Zaczynam go rozróżniać... - nagle serce zabiło mi szybciej. Wiedziałem czyj był ten zapach. Złapałem ją za rękę i wyszedłem z nią przez okno. Biegliśmy przez ulice i uliczki, aż zapach znikł zupełnie. Oboje sapaliśmy ze zmęczenia.
- To on! Ale dlaczego poczułeś go wcześniej niż ja? - spytała zdyszana.
- Magiczne istoty płci męskiej szybciej analizują otoczenie i kolory ludzi. Oczywiście są wyjątki, ale ty nim chyba nie jesteś. - przez chwilę milczałem. - On znowu chce cię dorwać! Nie może dać sobie spokój?!
- Najwidoczniej nie. - zripostowała spokojnie.
- Znów majaczy mi jego zapach... Chodź. - powlokłem ją za rękę do ciemnej uliczki. - Tutaj trudnej mu będzie nas namierzyć. - widzieliśmy jeszcze jak parę razy przechodził koło wejścia do uliczki. Za którymś razem spojrzał prosto na mnie. Ox ukryła się za mną. Najprawdopodobniej stwierdzając, iż nie jestem jego celem, poszedł sobie. Nagle zza moich pleców dobiegł mnie łagodny głos.
- Poszukiwanie i gonienie was mi się znudziło. Nie chcę być tym złym. Założymy małą umowę? - chwilę czekał na odpowiedź, ale po jednoznacznym milczeniu z naszej strony kontynuował. - Nie chcę twej mocy, Oxanne. Wystarcza mi moja. Już nie chcę cię krzywdzić. Minęło mi, ale po przejściu na jedno, nie można się cofać. Więc co odpowiedni okres będziecie mi dostarczać krwi Oxanne. To będzie dowód, że was ścigam. Umowa stoi? - jego głos był szczery i lekko znudzony.
- Możemy mu zaufać? - szepnąłem.
- Chyba... - odparła.
- Dobrze umowa stoi. Ufamy ci. - zwróciła się do zielonookiego. - Ile chcesz na początek?
- Sama zdecyduj. - oświadczył i podał jej nóż. Przecież w nożu mogła być trucizna! Już chciałem jej to powiedzieć, gdy się powstrzymałem.
- Nie, dziękuję. Mam własny. - powiedziała i wyjęła z za paska spodni wąski scyzoryk. Przecięła nim skórę we wnętrzu dłoni i upuściła do 2/5 buteleczki, którą podał jej Scott.
- Zadowolony? - burknęła do brata jej szefa i patrzyła jak rana posłusznie się zasklepia.
- Tak. To na razie, dzieciaki! - powiedział i rozpłynął się w cieniu brudnej uliczki.
Nigdy więcej nie chciałbym takiej konfrontacji. Już sam nie wiem czy jest naszym wrogiem, czy nie... W każdym razie powinniśmy to powiedzieć reszcie.
- Oxana, nie uważasz, że...
- Wiem, słyszałam co myślisz. A jaką bajeczką ich nakarmimy w związku z tym, dlaczego byłeś ze mną?
- Musimy pomyśleć.
- A może po prostu przyszedłeś ze mną pogadać o moich umiejętnościach i, zobaczyłeś go, więc ze mną uciekałeś? A dalej powiemy im prawdę. Ok?
- Niezły pomysł, tylko dlaczego miałbym rozmawiać z tobą o mocy?
- Ponieważ mój ojciec cię poprosił i ufa ci, bo Fazbear cię zna. Dobre?
- Wspaniałe! To idziemy.
Gdy doszliśmy do budynku jeszcze raz powtórzyliśmy tą bajkę. Potem weszliśmy i udawaliśmy przerażenie. Opowiedzieliśmy wszystkim o tym, co się stało. Tym razem był tam też Rick z jakąś lalunią-szmatą.
- Moim zdaniem powinniśmy mu zaufać, ale połowicznie, żeby nie wkopać się w jakieś gówno. - zaproponowała Will.
- Tak. - zgodziłem się z nią. - Gdyby chciał coś zrobić Oxanie, to miał okazję. - dodałem.
*Oxanne*
- Tak. - zgodził się z nią. - Gdyby chciał coś zrobić Oxanie, to miał okazję. - dodał. Stałam tuż obok niego, a i tak jego głos wydawał mi się odległy... Moje zmysły na przemian polepszały się i powracały. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ból głowy rozsadzał mi czaszkę. Bonnie zmarszczył brwi i spojrzał na mnie. Ja tylko straciłam przytomność i upadłam w jego ramiona. Przez chwilę czułam jego niepokój i ciepło ramion. Jednak po chwili moja głowa leżała na jego kolanach. Usłyszałam jak zasyczał z bólu. Mimo braku widoczności moje zmysły podczas omdlenia nie wyłączyły się. Jednak nie mogłam poruszać ciałem. To sugerowało, że byłam w omdleniu. Bonnie pewnie też miał problem z uspokojeniem zmysłów.
"Spokojnie. Wycisz się. Nie koncentruj się na otoczeniu. Słyszysz tylko mój głos. Oddychaj. Niech zmysły same się poukładają. Zostaw je w spokoju." - mówiłam w jego umyśle łagodnym i opiekuńczym tonem. Słyszałam jego wyrównujący się oddech. Lekko się uśmiechnęłam. W tym samym momencie otworzyliśmy oczy. Patrzyliśmy prosto na siebie.
- Masz rację, to pomaga. Rób mi tak częściej. Dlaczego twoje zmysły się nie wyłączyły?
- Bo twoje też nie. Jesteś częścią moich zmysłów.
- Powiedzieć im?
- Nie wiem. Albo mogą sobie pomyśleć, że się zakochaliśmy, albo ewentualnie John, Jack lub Will będą się domyślać o co chodzi.
- Masz rację. Chyba im powiem. - odchrząknął i spojrzał na zdumione twarze naszych przyjaciół. - Mam w sobie krew Oxany. Nie, nie dlatego, że ją ugryzłem. Gdy byliśmy mali przetransfuzowano mi jej krew. Wtedy jeszcze byłem człowiekiem. To było jakieś półtora roku przed przemienieniem w animatronika. - wszyscy zdziwili się niezmiernie.
- Czyli masz dodatkowe moce. I do tego swobodną łączność z Oxanne. Nie tylko z nią, ale i z jej zmysłami, umysłem, i podświadomością. Ciekawy przypadek. - rozważał na głos John, a my pokiwaliśmy głowami na znak potwierdzenia jego wypowiedzi.
- A więc za to było to "dziękuję za wszystko"! - odezwała się Chicka. Powtórzyła słowa Bonniego z naszego pierwszego spotkania. Zamknęłam oczy, on też.
"Moje zmysły już się uspokoiły, ale nieznacznie drżą." - odezwałam się w jego głowie.
"Moje tak samo. Musimy ochłonąć. Zauważyłaś, że są wszyscy, nawet Foxy, Jack i Marionetka."
"Tak, wiem. Ciekawe, czy to zbieg okoliczności." - odparłam.
"Taaa. Czuję lekki powiew powietrza. Chyba ktoś macha mi przed twarzą."
"Mi też. Wracajmy już."
"Ok." - rzucił.
Oboje naraz otworzyliśmy równie bursztynowe oczy. Przez chwilę się na siebie patrzyliśmy, po czym skoczyliśmy sobie do gardeł. Ja przyszpoliłam go do ściany i chciałam mu poderżnąć gardło, ale wyrwał mi nóż z ręki (przy czym zdążyłam zadrapać mu policzek) i przebił nim mój brzuch. Zawyłam z bólu, ale się nie poddawałam. Skoczyłam na niego i przywarłam całym ciałem. Już chciałam go ugryźć, ale kopnął mnie i zatoczyłam się do tyłu. Teraz on leżał na mnie. Obnażył kły i gdy tylko zanurzył je w mojej szyi oboje się opamiętaliśmy. Chwilę byliśmy w takiej pozycji, aby później się od siebie odsunąć. Małe wgłębienia na szyi same się zabliźniały. Patrzyliśmy na siebie zdumieni. Nasze tęczówki znów miały normalne kolory. Spojrzeliśmy w bok pytającym wzrokiem, ale nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Po tym jak ze mnie zszedł dotknął palcami mojego brzucha, który pod wpływem jego dotyku goił się natychmiastowo. Na to też mieli rozdziawione buzie.
- Bluzka już zostanie taka poszarpana. - powiedział.
Dotknęłam jego policzka. Skóra Bonnie'go zareagowała jak moja - pod wpływem mojego dotyku rozcięcie zasklepiało się.
- Sumienie już zostanie takie poszarpane. - uśmiechnęłam się, a on tylko przewrócił oczami.
- C-co to kurwa było?!?! - nawrzeszczała na nas Chicka. A już ciszej dodała. - Ja pierdolę, jakie pojebańce...
- Kiedy nasze oczy stają się bursztynowe połowicznie się przemieniamy. Taka forma jest dosyć niebezpieczna, ponieważ pierwsza osoba jaką ujrzymy, będzie naszą ofiarą i będziemy chcieli ją zjeść... Podobna forma co do pełnej, ale w tym przypadku nie mamy nad sobą kontroli i nawet jeżeli to przyjaciel, to w takim momencie mało będzie to cię obchodziło. W momencie połowicznej transformacji twój kręgosłup moralny i zdrowy rozsądek gdzieś znikają. Otoczenie się wycisza. Słyszysz tylko niewinne bicie serca swej ofiary. Potem liczy się tylko zabicie jej. TYLKO. - wyjaśnił energicznie Bonnie.
- Ciut straszne. Nie chciałbym być znowu w takiej sytuacji... - powiedział cicho Rick.
- ZNOWU?!?! - wydarli się chórem.
- Tak. Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy z Oxaną byłem w podobnej sytuacji, tylko, ja się nie broniłem. Gdyby nie  to, że się nagle opanowała... Rozszarpałaby mnie! - dodał.
- Nie przesadzaj, Rick. Tylko okaleczyłabym cię... Z resztą! Nie ważne. - ucięłam temat.
- Ona ma rację. - poparł mnie Bonnie. - Lepiej zajmijmy się czymś pożyteczniejszym. Na przykład dlaczego Scott tak nagle porzucił ciemną stronę?
- Możliwe, że to przez to, iż chciał tylko pójść nie na rękę swojemu bratu. Ale ostatecznie nie chciał nigdy wyrządzać nam krzywdy... A ta scenka z Fazbearem była tylko po to, aby odstawić jego ojcu komedię. - ostatniemu zdaniu towarzyszyło kiwnięcie głową na Johna. Uwagi Will chyba były trafne lecz nie można było tego potwierdzić.
- Całkiem trafne, ale gwarancji brak. - wymamrotałam dostatecznie głośno, aby reszta mnie usłyszała. Nadal miałam lekką zadyszkę po walce z Bonniem. Zastanawiałam się dlaczego Scott nie lubi brata, gdy telefon w mojej kieszeni zaczął grać rytmiczny dzwonek powiadamiający o połączeniu przychodzącym.
*****
Kolejne wydanie czytalnej porażki już niedługo! Na razie macie to... coś. Coś na pewno.
Pozdrowienia, Bethany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P