niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 12

Cześć. Będę dalej pisać to posrane gówno.
*****
*Oxanne*
- Halo? - powiedziałam do słuchawki.
- Cześć. Muszę z tobą pogadać. Mogę przyjechać? - poznałam głos mojego chłopaka.
- Tak, a o co chodzi, Rick? - Miałam cichą nadzieję, że chce ze mną zerwać.
Po jego przyjściu udaliśmy się do mojego pokoju (nie, nie wszedł przez okno jak reszta!). Rozmawialiśmy przez chwilę o niczym i mój sen się ziścił. Rick powiedział, że musimy się rozstać, przyznałam mu rację. Oboje mieliśmy kogoś innego. Jego miłością okazała się być Alex, która była ruda i zielono-oka. Ja swojega partnera nie wyjawiłam.
- Przyjaciele? - spytał.
- Przyjaciele. - nasze wisiorki wciąż tworzyły napis "Best Friends Forever". Wygląda na to, że miało tak pozostać. Nie czułam się przy nim niezręcznie, jak się spodziewałam. On przy mnie, chyba też nie. Na razie było ok. Teraz mogłam flirtować z Bonnie'm bez wyrzutów sumienia. Po jakiś 30 minutach Rick wyszedł. Znowu zostałam sama. Nawet mi to odpowiadało. Chłopcy byli cicho, a rodziców było słychać minimalnie. Poszłam spać. Śnił mi się Bonnie, który w ciemnej uliczce podpierał jakąś dziewczynę do ściany. W jej oczach błyskotał strach. Bonnie powoli przysunął się bliżej i odsłaniając jej bark, ugryzł ją w ramię. Dziewczyna zawyła, a on pospiesznie ssał, jakby go miano zaraz ze zwierzyną rozdzielić. Młoda nadal wyła z bólu.
- Zamknij się! - na chwilę się od niej odsunął. - Chcesz ból czy nie? - pokręciła głową. - Ciesz się, że jestem litościwy. - powiedział i szybko skręcił jej kark. Potem dalej ssał z martwego ciała jeszcze ciepłą krew. Po tym jak wyssał ją co do kropli mruknął:
- Kurwa, jestem jak Kaspar! I do tego Ox, jest jak Violet... - puścił trupa, aby bezwładnie osunął się na ziemię. Potem odszedł z kapturem na głowie i wtopił się w tłum.
Nagle się obudziłam. Nie krzyczałam. Po prostu wstałam, wzięłam prysznic i się ubrałam. Była 9.00. Minęła już godzina odkąd wstałam... Usiadłam na łóżku i wytężyłam zmysły. Czułam kroki mamy w kuchni. Zgięcie podłogi w miejscu, krzesła, na którym siedział tata. Chłopcy oglądali telewizję na kanapie w salonie. Słyszałam wyraźnie głosy bohaterów kreskówki. Wszystkie bicia ich serc mieszały się. Serca braci biły szybciej podekscytowane bajką. Tętno rodziców było spokojne i normalne. Poczułam powiew dodatkowego powietrza w pokoju. Okno z uchylonego było otwarte. Otworzyłam oczy. Zakręciło mi się w głowie, a zmysły wracały do stanu początkowego. Zobaczyłam obok siebie jakąś postać o czerwonych oczach. Na początku się przestraszyłam, lecz, gdy spostrzegłam, że to królik, uspokoiłam się. Nawet ucieszyłam.
- Witaj. Co porabiasz? - już nie widziałam jego profilu, ale stał ze mną twarzą w twarz.
- Ćwiczyłam smysły.
- Gdy układają się do porządku trochę boli, nie? Ale za to możesz wyczuć bicie serca osoby, która stoi 300 m dalej. Jak tam węch?
- Nawet ok. Ale najlepiej idzie mi ze słuchem.
- Mi też. Ale ty za to potrafisz wyczuć i rozpoznać osoby po zapachu ich krwi. Ja mam za mało twoich genów, aby to potrafić.
- A normalnie nie mógłbyś tak robić?
- Nie. Ja i reszta jesteśmy tylko przypadkowymi, połowicznymi istotami magicznymi. Nie mamy specjalnych umiejętności. Nie licząc, że umiemy wysysać krew i jesteśmy wytrzymalsi, a rany same się goją. To umiejętności podstawowe. Każdy je ma. Jednak ja mam dodatkowe zdolności takie jak wyostrzenie niektórych zmysłów, dzięki twoim genom.
- Hmmm. Zastanawiające.
- Tak, możliwe. Tylko dziwniejsze jest to, że dziedziczne istoty magiczne bez specjalnego tytułu, jak ty, mają te same zdolności co Freddy, Chicka itd.
- Czyli podstawowi dziedziczni nie są wyżej szczeblem od was?
- Nie. Nawet jesteśmy wyżej, bo mamy dwukolorową krew, a oni jednokolorową.
- Dlaczego srebrna krew rani niebieską?
- Był u ciebie Foxy? Mogłem się tego spodziewać. - na chwilę spuścił wzrok ze złości, ale podniosłam mu podbródek.
- Odpowiedz.
- Znasz prawa natury?
- Co?
- Ropa i inne zanieczyszczenia szkodzą morzu, a metal rdzewieje od wody.
- W takim razie to niebieska krew powinna truć srebrną.
- Ale w tym świecie są inne zasady. Czerwona krew, której jest tak mało w porównaniu do kolorowej jest najmniej warta, za to kolorowa jest ceniona. Tutaj nie ma zasad, ani logiki. Jest sprzeczność.
- Mało sensowne, ale dziękuję, że mi to wytłumaczyłeś.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się.
- Czy gdy ze mnie piłeś, wiedziałeś o kolorze mojej krwi? - musiałam przestać zadawać tak dobitne pytania.
- Oczywiście. Wiedziałem, że nazywasz się Oxanne Whime. Nic więcej nie trzeba było. Znałem imię dziewczyny, która dała mi krew. Widziałem jak ją jej pobierali. Była złotawa. To tłumaczyło wszystko.
- A Foxy mówił, że olałeś kolor mojej krwi!
- Bo nie wiedział, że go znam. Nikt nie wie o tej transfuzji sprzed 13-stu lat. Tylko ty i ja. To dlatego.
- Aaaa. Teraz rozumiem.
- Masz jeszcze jakieś pytania?
- Nie, to wszystko. Tylko jedno. Po co tu przyszedłeś?
- Ponieważ musiałem cię zatrzymać. Jeżeli za bardzo oddzielisz ciało od umysłu może ci się coś stać. Tylko bliska ingerencja z zewnątrz potrafi wybudzić. Więc więcej nie zatracaj się tak w biciach tych małych serduszek. - mówił zapewne o moich braciach. - Muszę ci powiedzieć jedno. Dzięki twojej krwi nie muszę się wysilać ani koncentrować jeśli chcę przeczytać twoje myśli. Ty do moich też masz swobodny dostęp. Czasami mogę ci się śnić, ponieważ, gdy twój umysł odpoczywa lustruje cząstki krwi. Mój tak samo. Może nawet być tak, że nieświadomie podczas snu będziesz przeglądać mi wspomnienia. - to chyba tłumaczyło mój dzisiejszy sen...
- Nie wiem, czy się śmiać czy płakać.
- Ja też nie. To jak bezwarunkowe szpiegowanie.
- Ta. Niezbyt wygodne. - dodałam.
Potem jeszcze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż spytałam:
- Kim jest Violet?
- Każdy ma swoje odzwierciedlenie w chociaż jednym wymiarze innym niż naturalny. Twoim odzwierciedleniem świata bocznego jest Violet. Ona i Kaspar są połączeni umysłami, a my krwią, ale ich symptomy są podobne. Kaspar to moje odzwierciedlenie. Jednak póki nie jesteśmy w ich ciałach mają własne życie. I tak się trafiło, że o moim odzwierciedleniu dowiedziałem się przypadkiem. I to akurat wtedy, kiedy było ono moim przyjacielem. - słuchałam go uważnie.
- Jak to? Są inne światy? - tylko to mnie niepokoiło.
- Tak. Są światy boczne, czyli podobne do siebie i światy główne. Czyli światy wielkich innowacji i światy podstawowe typu 1 i 2. Świat 1 jest cielesny i nielitościwy. Świat 2 jest emocjonalny i pobłażliwy. Razem tworzą fundament wszystkich światów. My żyjemy w jednym ze światów bocznych. W światach podstawowych nie ma magii. Tylko w 2 świecie są duchy. Nic więcej.
- Dziwne... Ale ciekawe. Opowiedz jeszcze! - prosiłam. Położyliśmy się na łóżku, a ja oparłam głowę o jego tors. Wsłuchiwałam się w jego serce, a on opowiadał.
- W jednym ze światów głównych mieszkają wszelkiego rodzaju stworzenia magiczne. Nie ma tam ludzi. Krew jest eksportowana z innych światów i sprzedawana. Istnieją tam stworzenia, które każą się nazywać bogami. Każdy ich potomek do liczby siedmiu jest włączany do gry o posadę. Zawsze to Bóg ma dzieci z Diabłem. Jeżeli potomków jest więcej, Wyrocznia decyduje, kto gra, kto nie. Ten kto odpadnie, ginie. Nikt go nie zabija, z niewiadomych przyczyn zatrzymuje się w nim życie. Każde z dzieci ma dowolne imię, ale nazwisko jest wybierane przez Wyrocznię. Każdy dostaje nazwisko po jednym grzechu głównym:
Sloth (lenistwo)[slot],
Lust (pożądanie)[last],
Pride (pycha)[prajd],
Wrath (gniew)[wrat],
Envy (zazdrość)[enwi],
Greed (chciwość)[grid],
Gluttony (obżarstwo)[glatoni].
Jeśli walkę o tron zdobędą dwa osobniki płci tej samej, zakładają oddzielne rodziny. Rodzina Diabła walczy o tron Diabła, a rodzina Boga walczy o tron Boga. Jeśli wygrają różne płci, mają kolejne pokolenie i Diabłów, i Bogów. Ale jeśli znowu to samo, dalej brniemy w oddzielne rodziny. W tej kadencji było ośmioro potomków. Trojaczki. To jedna z nich musiała odpaść. Elisabeth, Alex i Winnie [czytaj: łini]. Wyrocznia zadecydowała, że to Winnie odpadnie i tym samym nadała bliźniaczkom nazwiska:
Elisabeth Lust i
Alex Sloth.
Winnie umarła z niewiadomych przyczyn. Obie były wtedy małe, ale pamiętały siostrę. Tak rozpoczęła się walka. Od najstarszego do najmłodszego rodzeństwo walczyło o posady:
John Pride (chłopak),
Elisabeth Lust (dziewczyna),
Alex Sloth (dziewczyna),
Tonny Envy (chłopak),
Late Greed (chłopak),
Ginni [czytaj: dżini] Gluttony (dziewczyna),
Maxymilian Wrath (chłopak).
John był dhampirem, pół człowiekiem, pół wampirem. Bliżniaczki były wampirkami, Tonny homunkulusem - zmienno-kształtną istotą magiczną z tylko jednym talentem. Late to tak jak ja, pół robot, pół człowiek. Ginni jest ghoulem. Istotą, która żywi się ludzkim mięsem, a jakiekolwiek inne jedzenie jej szkodzi. Nie licząc kawy i wody mineralnej. Tego czuje smak i nie przeszkadza jej to. Za to Max był wilkołakiem.
Wygrały bliźniaczki. Alex została Bogiem, a Elisabeth Diabłem. Uzyskały kremową krew - boską krew. Założyły nowe rodziny, a walka o tron jeszcze się nie rozpoczęła. Każda z nich urodziła trojaczki. Alex, chłopców, a jej siostra, dziewczynki. Wszystkie wymiary czekają, aż gra o tron się rozpocznie... Ale księżniczki uciekły ze swojego wymiaru. Nie wiadomo gdzie się obecnie znajdują, wiadomo jedynie, że zabrały ze sobą rodziny. To tyle.
- Ciekawe. Jak myślisz, czy moim odzwierciedleniem mogłaby być jedna z bliźniaczek?
- Nie wiem. - odpowiedział.
*Bonnie*
- Nie wiem. - odpowiedziałem. Zacząłem głaskać ją po głowie, a ona przytulona do mnie, leżała. Też oparłem do tyłu głowę i trzymałem rękę na jej biodrze. Poczułem czyjś zapach. Nie przejąłem się tym. Ktoś uchylił drzwi do pokoju. To mama Oxany. Na moment się zdziwiła, ale potem uznała to za słodkie i cicho zamknęła drzwi. Zacząłem delikatnie przeglądać jej wspomnienia. Moje pierwsze wrażenie na niej. Strach, gdy przykładałam jej scyzoryk do policzka. Satysfakcja z tego, że znajomi widzieli ją na moich rękach. Przyjemne ciepło, gdy ją przytulałem. Miała co do mnie tak różne odczucia, że aż podobne. Ja o niej miałem tylko jedno słowo:
miłość.
Potem zostawiłem jej wspomnienia i usnąłem mając umysł otwarty. Jej zmysły wlewały się do moich, a moje do jej. Nie wiem, które wspomnienie teraz odtwarzała, ale ja widziałem to, w którym ją ugryzłem i naszą późniejszą rozmowę.
Po przebudzeniu się zobaczyłem, że jest 2:21 pm. "Trochę spaliśmy." pomyślałem. Moja dłoń nadal spoczywała na jej ciele. Zacząłem wsłuchiwać się z całą intensywnością w bicie jej serca.
*****
Za romantyczne mi wyszło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P