*Oxana*
Znalazłam w gazecie ogłoszenie o pracy nocnego stróża w pizzerii "Freddy Fazbear Pizza". Akurat, rano-popołudnie - szkoła, wieczory - śpię, noc - praca, weekendy - odsypiam i czas na resztę. Genialne! Jest 23:27, niedziela. Jutro o 23:00 mam być na miejscu...
Po szkole zostałam godzinę z przyjaciółmi i około 17:00 wróciłam do domu, w godzinę odrobiłam lekcje i 18:32 - 21:50 spałam. Po przebudzeniu się od razu wzięłam prysznic i rozbudziłam się kawą. Ubrałam jasne jeansy, biały t-shirt z napisem "SWEETIE TWEETIE" i nadrukiem żółtego kanarka ze znanej kreskówki. Na to granatowa bluza z kapturem i w fioletowe kółka. Spakowałam do plecaka latarkę, baterie, gaz pieprzowy (na wszelki wypadek), wodę i kanapkę z szynką, serem i pomidorem.
- No, to jestem gotowa! - powiedziałam do swojego odbicia. Ujrzałam w lustrze monstrum, które zbliżało się do mojego ucha...
"Jeszcze nóż. Na pewno się przyda." - obleśnie wyszeptało.
Poszłam po to co kazała poczwara i włożyłam do plecaka, a gdy się ocknęłam nie wiedziałam, że rzeczywiście mam w plecaku nóż, pamiętałam tylko obrzydliwy szept potem czarne i drzwi wejściowe do restauracji. Spojrzałam na zegarek - 22:48. "Zdążę się przebrać i rozpakować" - pomyślałam. Weszłam do szatni i, gdy byłam przebrana i sprawdzałam czy latarka działa, włożyłam rękę z powrotem do plecaka w poszukiwaniu baterii. Poczułam piekielny ból na wnętrzu dłoni... Wyjęłam ją z plecaka całą zakrwawioną. Głośno krzyknęłam i chyba zemdlałam.
Na de mną siedział pół nagi chłopak (spodnie, bez bluzki dla niekumatych), dziewczyna o prawie białych włosach i dorosły mężczyzna, brunet w biało-brązowym garniturze. Usiadłam oparta o dłonie - i to był mój błąd. Zasyczałam z bólu i spojrzałam na obandażowaną lewą dłoń... Przeraziłam się. Przypomniało mi się jak bestia rozcięła mój nadgarstek... Pisnęłam i zamknęłam oczy najmocniej jak umiałam, aby nie widzieć opatrunku. Już wolę krew od bandaży - do końca życia.
- Spokojnie, nie bój się nas. Jestem Rick. - podał mi rękę, a ja ją bez namysłu pewnie uścisnęłam.
- Nie obawiam się was... Po prostu mam BARDZO złe doświadczenia związane z pokaleczonymi rękami. Nie ważne. Jestem Oxanne - w skrócie, Ox lub Oxana. Mówcie jak chcecie. Zgaduję, że pan jest moim szefem, tak? - wyciągnęłam rękę w stronę gościa w garniturze.
- Tak, jest, panno Whime. Musi być pani ciężko, ja znam pani problem, bo to ja go stworzyłem, ale wytłumaczę to innym razem. - powiedział grobowym głosem i wyszedł. Dopiero teraz zauważyłam, że nie jestem w szatni, ale w pomieszczeniu podobnym do biura.
- Jak ja się tu znalazłam? - ostrożnie spytałam.
- Przewieźliśmy cię na taczce, wiesz? - chłopak się zaśmiał. - przeniosłem cię na rękach. Jesteś jak piórko, czy ty w ogóle coś jesz? - rzucił.
- Jestem Larina. mówią mi Lari albo Lira. - dziewczyna wyciągnęła dłoń, którą uścisnęłam.
- Lira jest asystentką szefa, ja pracuję na dziennej zmianie, ale kiedyś i na nocnej więc nie ma problemu, abym ci w razie czego pomógł. A ty masz za zadanie pilnować w nocy włączonych animatronów, podczas wyłączania się psują. Dzisiaj oboje będziemy pełnić nocną wartę, bo to mój ostatni dzień na tej zmianie, żeby dostać pensję. - uśmiechnął się - Przy okazji wszystko ci wytłumaczę.
- Dobrze. - zdołałam wykrztusić.
"Na nocnej warcie będzie szansa, zabij, daj krew, dobra dziewczynka" - powiedziała kreatura.
Krzyknęłam i syknęłam:
- Zamknij się. - z groźną miną spojrzałam na cień, który rozkoszował się krwią z rany na dłoni.
Znów zawyłam, bo potwór sprawiał mi ból, rozdzierając ranę. Chwyciłam swoją rękę, a z niej polała się świeża krew. Mój oprawca szyderczo się zaśmiał i powiedział na odchodne:
"Jestem głodny, a ty bezbronna" - i zniknął.
Zwinęłam się w kłębek na ziemi i zaciskałam zęby z bólu. Ktoś gładził mnie po ramieniu.
- Daj, pokaż. Opatrzę ranę jeszcze raz. Nie zrobię ci krzywdy. Proszę... - usłyszałam głos Ricka.
- To rana z magii. Nie uleczysz jej! - mówiłam zapłakana z bólu. W okół mnie rozlewała się wielka kałuża krwi i moczyła kolana moich kolegów.
- Spróbuję, proszę. Wiem, co to magia mam to samo co ty. Znam na niego sposób. Wstrętna kreatura! I to jeszcze bezbronną dziewczynę atakować! Przeklęte monstrum! - powiedział, odszukał moją rękę i wsunął ją na swoje kolana. Patrzyłam na niego zaciekawiona. Zranił się we wnętrze dłoni scyzorykiem, który wyjął z kieszeni. Splótł nasze dłonie i coś wyszeptał. Z pomiędzy naszych rąk wystrzeliły czarne smugi światła. Zacisnęłam powieki i zęby oraz (nie świadomie) ścisnęłam jego rękę. To tak bolało, jednak po dłuższej chwili przestało, a po naszych ranach nie było ani śladu.
- Przyzwyczaisz się do bólu. Dziedziczne, czy ta bestia cię zaatakowała? - spytał podając mi rękę, aby pomóc mi wstać. Chwyciłam jego dłoń, a on mnie podciągnął bez najmniejszego wysiłku.
- Dziedziczne. Po ojcu mordercy... - powiedziałam patrząc na nich niepewnie. Jednak wykonali zupełnie inną reakcję niż się spodziewałam.
- Spokojnie. Ona jest adoptowana przez zakochanych gangsterów, a moja matka to seryjny złodziej, tatę zabiła, gdy chciał jej przeszkodzić w napadzie. - zaśmiali się. - Tutaj takie rzeczy są normalne. Takie jak magia, nierozwikłane zagadki i w szczególności - morderstwa. Nie bój się, wszystko zdążę ci wytłumaczyć! - zapewnił i się uśmiechnął, a ja to odwzajemniłam.
- Mam pytanko, czy te animatrony przypadkiem nie mają swobodnych ruchów?
- Tak, a co?
- Nic. - powiedziałam gapiąc się na Królika za szybą.
- No to ja już pójdę. - powiedziała Lari.
- Widzisz go?
- Tak, jest gorszy od mojego, ale mniej gadatliwy i konkretniejszy. Dopasowuje się do charakteru stwórcy. Mój zaatakował mnie w szkole. Strasznie zdenerwowałem się na kolegę z klasy zaczął mi szeptać, że krew ani życie nie są mu potrzebne czy coś... i tak on zginął, a mnie wylali z budy. Od tamtej pory nie chodzę do szkoły tylko do pracy. A ty po kim? Po wyglądzie cienia sugeruje, że nie stworzył go nikt z twojej krwi. Czyli twoja rodzina jest oczyszczona z zarzutów. Czy twoja rodzina ma bliższych znajomych?
- Tak, wujek Eric to adoptowany syn brata mego ojca. On specjalizował się w magii póki w czymś się nie pomylił i po tym błędzie już nigdy nie używał magii. Znienawidził ją. Pewnie niechcący rzucił na dziadka czar... , który ja musiałam wsiąknąć przez gówniany filtr o nazwie ojciec. - zaśmialiśmy się jednocześnie.
- Po prostu tak jest i tyle, nic z tym nie zrobisz...
Królik wszedł do pokoju zbliżył się do mnie, a Ricka odepchnął tak mocno, że przyjebał w ścianę łamiąc biurko... Nagle cień zaczął syczeć i warczeć na robota, a ten tylko spojrzał i wybiegł z pokoju.
- O, o, on cię bronił. - mówił ochrypłym głosem trzymając się za brzuch. - Kreaturę musiała stworzyć osoba, która cię kocha lub szanuje i nie chce cię zabić cieniem, chce cię obronić. - tłumaczył z jedną ręką na brzuchu, a drugą pokazując na czarnego ducha, który zaczął znów krzyczeć:
"Należy mi się zapłata, a jak ci mówiłem weź nóż, to po co, niby do cholery?!?" - te słowa rozdzierały mi głowę. Upadłam na kolana i masowałam skronie. Gwałtownie otworzyłam oczy i wstałam z dziwnie diabelskim uśmiechem. Rick cisnął mi przed twarz lusterko... Te pomarańczowe oczy... Lusterko upadło...
Znalazłam w gazecie ogłoszenie o pracy nocnego stróża w pizzerii "Freddy Fazbear Pizza". Akurat, rano-popołudnie - szkoła, wieczory - śpię, noc - praca, weekendy - odsypiam i czas na resztę. Genialne! Jest 23:27, niedziela. Jutro o 23:00 mam być na miejscu...
Po szkole zostałam godzinę z przyjaciółmi i około 17:00 wróciłam do domu, w godzinę odrobiłam lekcje i 18:32 - 21:50 spałam. Po przebudzeniu się od razu wzięłam prysznic i rozbudziłam się kawą. Ubrałam jasne jeansy, biały t-shirt z napisem "SWEETIE TWEETIE" i nadrukiem żółtego kanarka ze znanej kreskówki. Na to granatowa bluza z kapturem i w fioletowe kółka. Spakowałam do plecaka latarkę, baterie, gaz pieprzowy (na wszelki wypadek), wodę i kanapkę z szynką, serem i pomidorem.
- No, to jestem gotowa! - powiedziałam do swojego odbicia. Ujrzałam w lustrze monstrum, które zbliżało się do mojego ucha...
"Jeszcze nóż. Na pewno się przyda." - obleśnie wyszeptało.
Poszłam po to co kazała poczwara i włożyłam do plecaka, a gdy się ocknęłam nie wiedziałam, że rzeczywiście mam w plecaku nóż, pamiętałam tylko obrzydliwy szept potem czarne i drzwi wejściowe do restauracji. Spojrzałam na zegarek - 22:48. "Zdążę się przebrać i rozpakować" - pomyślałam. Weszłam do szatni i, gdy byłam przebrana i sprawdzałam czy latarka działa, włożyłam rękę z powrotem do plecaka w poszukiwaniu baterii. Poczułam piekielny ból na wnętrzu dłoni... Wyjęłam ją z plecaka całą zakrwawioną. Głośno krzyknęłam i chyba zemdlałam.
Na de mną siedział pół nagi chłopak (spodnie, bez bluzki dla niekumatych), dziewczyna o prawie białych włosach i dorosły mężczyzna, brunet w biało-brązowym garniturze. Usiadłam oparta o dłonie - i to był mój błąd. Zasyczałam z bólu i spojrzałam na obandażowaną lewą dłoń... Przeraziłam się. Przypomniało mi się jak bestia rozcięła mój nadgarstek... Pisnęłam i zamknęłam oczy najmocniej jak umiałam, aby nie widzieć opatrunku. Już wolę krew od bandaży - do końca życia.
- Spokojnie, nie bój się nas. Jestem Rick. - podał mi rękę, a ja ją bez namysłu pewnie uścisnęłam.
- Nie obawiam się was... Po prostu mam BARDZO złe doświadczenia związane z pokaleczonymi rękami. Nie ważne. Jestem Oxanne - w skrócie, Ox lub Oxana. Mówcie jak chcecie. Zgaduję, że pan jest moim szefem, tak? - wyciągnęłam rękę w stronę gościa w garniturze.
- Tak, jest, panno Whime. Musi być pani ciężko, ja znam pani problem, bo to ja go stworzyłem, ale wytłumaczę to innym razem. - powiedział grobowym głosem i wyszedł. Dopiero teraz zauważyłam, że nie jestem w szatni, ale w pomieszczeniu podobnym do biura.
- Jak ja się tu znalazłam? - ostrożnie spytałam.
- Przewieźliśmy cię na taczce, wiesz? - chłopak się zaśmiał. - przeniosłem cię na rękach. Jesteś jak piórko, czy ty w ogóle coś jesz? - rzucił.
- Jestem Larina. mówią mi Lari albo Lira. - dziewczyna wyciągnęła dłoń, którą uścisnęłam.
- Lira jest asystentką szefa, ja pracuję na dziennej zmianie, ale kiedyś i na nocnej więc nie ma problemu, abym ci w razie czego pomógł. A ty masz za zadanie pilnować w nocy włączonych animatronów, podczas wyłączania się psują. Dzisiaj oboje będziemy pełnić nocną wartę, bo to mój ostatni dzień na tej zmianie, żeby dostać pensję. - uśmiechnął się - Przy okazji wszystko ci wytłumaczę.
- Dobrze. - zdołałam wykrztusić.
"Na nocnej warcie będzie szansa, zabij, daj krew, dobra dziewczynka" - powiedziała kreatura.
Krzyknęłam i syknęłam:
- Zamknij się. - z groźną miną spojrzałam na cień, który rozkoszował się krwią z rany na dłoni.
Znów zawyłam, bo potwór sprawiał mi ból, rozdzierając ranę. Chwyciłam swoją rękę, a z niej polała się świeża krew. Mój oprawca szyderczo się zaśmiał i powiedział na odchodne:
"Jestem głodny, a ty bezbronna" - i zniknął.
Zwinęłam się w kłębek na ziemi i zaciskałam zęby z bólu. Ktoś gładził mnie po ramieniu.
- Daj, pokaż. Opatrzę ranę jeszcze raz. Nie zrobię ci krzywdy. Proszę... - usłyszałam głos Ricka.
- To rana z magii. Nie uleczysz jej! - mówiłam zapłakana z bólu. W okół mnie rozlewała się wielka kałuża krwi i moczyła kolana moich kolegów.
- Spróbuję, proszę. Wiem, co to magia mam to samo co ty. Znam na niego sposób. Wstrętna kreatura! I to jeszcze bezbronną dziewczynę atakować! Przeklęte monstrum! - powiedział, odszukał moją rękę i wsunął ją na swoje kolana. Patrzyłam na niego zaciekawiona. Zranił się we wnętrze dłoni scyzorykiem, który wyjął z kieszeni. Splótł nasze dłonie i coś wyszeptał. Z pomiędzy naszych rąk wystrzeliły czarne smugi światła. Zacisnęłam powieki i zęby oraz (nie świadomie) ścisnęłam jego rękę. To tak bolało, jednak po dłuższej chwili przestało, a po naszych ranach nie było ani śladu.
- Przyzwyczaisz się do bólu. Dziedziczne, czy ta bestia cię zaatakowała? - spytał podając mi rękę, aby pomóc mi wstać. Chwyciłam jego dłoń, a on mnie podciągnął bez najmniejszego wysiłku.
- Dziedziczne. Po ojcu mordercy... - powiedziałam patrząc na nich niepewnie. Jednak wykonali zupełnie inną reakcję niż się spodziewałam.
- Spokojnie. Ona jest adoptowana przez zakochanych gangsterów, a moja matka to seryjny złodziej, tatę zabiła, gdy chciał jej przeszkodzić w napadzie. - zaśmiali się. - Tutaj takie rzeczy są normalne. Takie jak magia, nierozwikłane zagadki i w szczególności - morderstwa. Nie bój się, wszystko zdążę ci wytłumaczyć! - zapewnił i się uśmiechnął, a ja to odwzajemniłam.
- Mam pytanko, czy te animatrony przypadkiem nie mają swobodnych ruchów?
- Tak, a co?
- Nic. - powiedziałam gapiąc się na Królika za szybą.
- No to ja już pójdę. - powiedziała Lari.
- Widzisz go?
- Tak, jest gorszy od mojego, ale mniej gadatliwy i konkretniejszy. Dopasowuje się do charakteru stwórcy. Mój zaatakował mnie w szkole. Strasznie zdenerwowałem się na kolegę z klasy zaczął mi szeptać, że krew ani życie nie są mu potrzebne czy coś... i tak on zginął, a mnie wylali z budy. Od tamtej pory nie chodzę do szkoły tylko do pracy. A ty po kim? Po wyglądzie cienia sugeruje, że nie stworzył go nikt z twojej krwi. Czyli twoja rodzina jest oczyszczona z zarzutów. Czy twoja rodzina ma bliższych znajomych?
- Tak, wujek Eric to adoptowany syn brata mego ojca. On specjalizował się w magii póki w czymś się nie pomylił i po tym błędzie już nigdy nie używał magii. Znienawidził ją. Pewnie niechcący rzucił na dziadka czar... , który ja musiałam wsiąknąć przez gówniany filtr o nazwie ojciec. - zaśmialiśmy się jednocześnie.
- Po prostu tak jest i tyle, nic z tym nie zrobisz...
Królik wszedł do pokoju zbliżył się do mnie, a Ricka odepchnął tak mocno, że przyjebał w ścianę łamiąc biurko... Nagle cień zaczął syczeć i warczeć na robota, a ten tylko spojrzał i wybiegł z pokoju.
- O, o, on cię bronił. - mówił ochrypłym głosem trzymając się za brzuch. - Kreaturę musiała stworzyć osoba, która cię kocha lub szanuje i nie chce cię zabić cieniem, chce cię obronić. - tłumaczył z jedną ręką na brzuchu, a drugą pokazując na czarnego ducha, który zaczął znów krzyczeć:
"Należy mi się zapłata, a jak ci mówiłem weź nóż, to po co, niby do cholery?!?" - te słowa rozdzierały mi głowę. Upadłam na kolana i masowałam skronie. Gwałtownie otworzyłam oczy i wstałam z dziwnie diabelskim uśmiechem. Rick cisnął mi przed twarz lusterko... Te pomarańczowe oczy... Lusterko upadło...
- Pora zapłacić... - wyszeptałam, gdy przyszpiliłam go do ściany. Wyjęłam zza pasa spodni (nie wiem skąd) nóż i przytknęłam mu go do gardła. Moja lewa ręka torowała mu drogę, druga trzymała broń. Prawa noga była oparta o ścianę, a lewa stała prosto (ta pozycja wydawałaby się seksowna, gdyby nie nóż i okoliczności). Przyciskałam ostrze coraz bardziej...
- Oxana, nie!!! - krzyknęła przerażona Lira.
Uśmiechnęłam się diabelsko i przejechałam nożem po szyi, ale tak, by nie poderżnąć mu gardła. Nie zamierzałam go na razie zabijać, chciałam się nim jeszcze pobawić...
"Nie, stop! Nie pozwól, aby ta kreatura przejęła nad tobą kontrolę, Ox! Ocknij się!" - usłyszałam swoje myśli zagłuszające wyk cienia. Potrząsnęłam głową i natychmiast odskoczyłam z nożem jak najdalej od chłopaka... Patrzyłam na niego przerażona. On tylko potarł szyję i powiedział:
- Od dziś cię przeszukuję jak przychodzisz do pracy. - uśmiechnął się. - I zgaduję, że stalowego charakterku to ty nie masz, laleczko?
Potrząsnęłam głową w odpowiedzi.
- Musisz nauczyć się kontrolować i zagłuszać jego pokusy i obrazy. Bo inaczej zrobisz komuś krzywdę.
- Dobrze. Przepraszam! - rzuciłam przez łzy i jak najmocniej go przytuliłam.
- Już, już. Nie musisz, aż tak przepraszać. Tak będziesz ryczeć dopiero jak kogoś zabijesz. - mówił głaszcząc mnie po głowie.
- Ale ja o mało tego nie zrobiłam tobie! - jęczałam przez fale łez, które z siebie wylewałam.
- Tak, ale "o mało" jak ty to ujęłaś, więc w pełni tego nie zrobiłaś. No już, odklej się ode mnie, bo mnie udusisz! - zażartował i uśmiechnął się do mnie.
- Ale, ale... - chlipałam. - Nie jesteś wściekły, ja bym była.
- Nie jestem, bo wiele razy stawałem w identycznych sytuacjach i wiem, że złość wzmacnia monstrum. I łatwiej będzie mu zniszczyć cię psychicznie, będziesz łatwiej popadać w melancholię wykonywania jego poleceń i będziesz rzadziej się stawiać.
- Dobrze. - wykrztusiłam, pokiwałam głową, a on otarł mi łzy.
- Wierzysz mi? Bo jeżeli nie to to wszystko nie ma sensu i możesz przez to coś umrzeć psychicznie. Więc twój wybór.
- Wierzę. - przyznałam i znów się do niego przytuliłam. Tak bardzo potrzebowałam jego wsparcia. Na przyjaciół nie mogłam liczyć. I chyba już nie mogę...
- Koniec zmiany, chodź do szatni. - wyszeptał mi prosto do ucha. Przez całą drogę przez pizzerię i na dół potulnie szłam za Rickiem i się nie odzywałam. Chłopcy i dziewczyny mieli oddzielne szatnie. Po przebraniu się czekałam na niego w holu trzymając nóż (nie to nie to, nie jestem taka beznadziejna). Gdy przyszedł najpierw się przeraził, a następnie zaśmiał. Wziął ode mnie broń, a następnie wyszliśmy z pizzerii. Kiedy mijaliśmy kosz na parkingu objął mnie ramieniem jednocześnie rzucając nóż w kierunku śmietnika. Powiedział, że mnie odwiezie, bo ma po drodze. Okazało się, że on mieszka trzy ulice dalej. Do domu wróciłam rozanielona. Wreszcie mam kogoś z kim mogę porozmawiać o tym potworze. Ale czy ja mu na 100% wierzę? Przecież znamy się parę godzin i do tego tylko z nim pracuję. Lecz z drugiej strony nikt nie wybaczyłby komuś, że prawie go zabił... Jeszcze to przemyślę, ale już nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania z nim... A i:
- Żadnej broni nie biorę!!! Słyszysz, poczwaro?!?! - wydarłam się.
"Dobrze, to sam ci ją przyniosę, skarbie" - usłyszałam.
- Nieee!!! I jakie "skarbie"?!? Won kreaturo!!! - krzyczałam.
"Witaj!" - prześwidrowało mi głowę. A po chwili zobaczyłam wstrętną, czarną twarz, w której oczodołach świeciły się po jednej czerwonej kropeczce. Usta mieściły kolor na przełomie różu i szarości. Cała postać oprócz tego (i tego, że ma całą skórę czarną jak każde takie monstrum) wyglądała jak ja!!! Ale jedno nas różniło:
Ona staje w obronie, a ja panikuję więc ma inny ode mnie charakter i jednak większość rys.
*2 tygodnie później* *Oxana*
- Co tam? - spytał mnie Rick popijając kawę.
- Nic, tobie też czasami zdarza się czuć uczucie jakiego nie powinno się czuć? - Np. Złość na przyjaciółkę, a nic nie zrobiła? - szybko się zreflektowałam i wymyśliłam to na poczekaniu.
- Aha... Nie. A co, pokłóciłaś się z kimś?
- Nie licząc potwora, to tylko z samą sobą.
- Na pewno, a to nie potwór tobą steruje morderczyni? - pytająco uniósł brew i po chwili oboje się śmialiśmy.
- Ale tak, na serio, co cię gryzie? - dodał.
- Bo ja... chyba zakochałam się w kim kimś mi nie wolno. - przyznałam się zagryzając dolną wargę.
- Jak to "nie wolno", jeszcze nie słyszałem o zakazach dotyczących miłości Oxanne Whime. - powiedział ironicznie.
- Ale nie o to chodzi. - powiedziałam i klepnęłam go w plecy. - Bo ja mam chłopaka i zakochałam się w innym...
- Wiem, że to wyda ci się głupie, ale to kiedyś przejdzie, a najlepiej jest jak się nie ma nikogo - nie ma ludzi - nie ma problemów. Bo ja miałem podobną sytuację. Moją dziewczyną była najładniejsza laska z klasy, a mi się spodobała miła niunia z osiedla... z tamtą zerwałem i okazało się, że ta z osiedla mnie nie kocha i zostałem z niczym, bo wyszedłbym na głupka gdybym poprosił tamtą znów o chodzenie. Niech zgadnę miałaś identyczny plan wydarzeń w głowie, nie? - spytał i się uśmiechnął.
- Tak... Jestem głupia!!! - wrzasnęłam. On złapał mnie za podbródek i podniósł twarz do góry, abym patrzyła mu w oczy.
- Nie jesteś głupia ani żałosna tak jak teraz pewnie myślisz. Jesteś pomysłowa i zaradna, dlatego nie osądzaj się tak surowo, bo to mu pomaga i cię osłabia. Przysięga przyjaciela, że nie kłamię. - zapewnił.
Gdy mnie puścił pokiwałam głową i przez całą drogę do naszego biura przepatrzyłam na moich butach.
- Dzisiaj ty kamery, ja drzwi. Pamiętaj co ci mówiłem, on cię oplącze, nie rób tak, dla mnie? - pokazał rządek białych zębów i popatrzył z nadzieją.
- Ok, ale dla ciebie. - zgodziłam się.
Po zmianie siedzieliśmy jeszcze w holu paląc papierosy. Dopiero teraz głębiej przyjrzałam się chłopakowi. Ciemny brunet, barczysty, dobrze zbudowany, złociste, piwne oczy i jasna cera. Jego uśmiech i słowa zawsze mnie motywowały, po prostu, ogólnie był dla mnie nadzieją i otuchą i był po prostu idealny, bo wiele sytuacji z mojego życia przeżył sam, też ma tego prześladowce... Szczerze to jesteśmy trochę jak dwie krople wody... Z rozmyślań wyrwał mnie jego ciepły głos:
- Na co tak patrzysz? Widzisz jakiś we mnie cel? - uniósł brew - Mam się zacząć bać?
- Nie, tylko tak, jakoś teraz dopiero oceniłam twój wygląd...
- To ile dostaje gwiazdek 1-5?
- 5
- Ty też. Chodź, może już cię odwiozę?
- Mi pasuje. - wzruszyłam ramionami. Reszta drogi do mnie minęła nam na rozmowach typu "twój największy życiowy błąd" lub "ciekawostki" albo "wszystko i nic".
Po przyjściu do domu wzięłam prysznic, przebrałam się i miałam wolne 20 min.
- Cześć, co tam? - odebrał po dwóch sygnałach Rick.
- Nudzi mi się, a mam wolne 20 minut więc chciałbyś mi je wypełnić rozmową z tobą?
- Hhahah, nie udawaj. No jasne!
- Mam dziś sprawdzian z polaka - najłatwiejszego przedmiotu. - pochwaliłam się. - A co tam u mamy? - ostrożnie spytałam.
- Nic.
- To nie, nie naciskam. Mam mega głupie pytanie...
- Dawaj.
- Czy wy z Lari, no wiesz...? Chodzicie ze sobą?
"Czuję, że pożałuję tego pytania"...
W słuchawce rozległ się głośny śmiech - No jasne, że nie! Jestem z nią tak blisko jak i z tobą!
- Ok, bo... Myślałam, że wy... no, wiesz... nieważne. Jutro w pracy pogadamy?
- Oczywiście! - rzucił radosny i do moich uszu dobił się pisk kończącego się połączenia. Schowałam telefon do torby, założyłam buty i wyszłam do szkoły.
Po szkole szłam z przyjaciółmi pod rękę przez parking szkolny, bo odprowadzali mnie na przystanek, gdy zobaczyłam samochód Ricka! Puściłam przyjaciół, a z auta wybiegł mi na spotkanie brunet. Podbiegłam i przytuliłam się do niego. Gdy go puściłam spytałam:
- Co ty tutaj robisz?! - byłam radosna jak nie wiem.
- Przyjechałem po ciebie, bo muszę ci coś u nas pokazać!
- A co, Fazbear coś namącił?
- Nie! Zgaduj dalej!
- Hmm. Nie wiem, chodź! - zapiszczałam i pociągnęłam go w stronę samochodu.
- Ej, złociutka, wywalisz mnie!
- Nie, marudź, jedziemy! - zażądałam stojąc oparta o drzwi pasażera.
- Nie zapominaj o potworkach! One mogą wykorzystać twoje myśli! - pogroził jej palcem.
- Przestań myśleć tylko o magii, błagam cię. Już dawno się nie pocięłam więc mnie nie pouczaj, kochany! A ty też, dawno mojego noża przy gardle nie miałeś?!?
- Nie twojego tylko poczwary.
- Poczwary czy nie jakoś zawsze to moja ręka go trzyma! - powiedziała i oboje się zaśmiali.
- No, dobra jedziemy, ale - myśli. Pilnuj się, bo mi obiecałaś. - uściskali sobie dłonie, a Ox ześlizgnęła się i upadła w jego ramiona... Przybliżyła swoją twarz do jego...
- A ty obiecaj, że skończysz, ze zdjęciami masz je dzisiaj spalić - myśli za zdjęcia?
- Ok, Oxana, wygrałaś...
- Obiecanki - cacanki. Jedziemy, co chcesz mi pokazać?
- Zobaczysz. - powiedział, uśmiechnął się i postawi do pionu, by po chwili usiąść za kierownicą. Oxana wślizgnęła się na miejsce pasażera i widać było, że przez chwilę o coś go zaciekle wypytywała, a potem uściskała i samochód odjechał. Świadkami całej tej dziwnej sytuacji było paru uczniów i oszołomieni przyjaciele Ox.
- Co to za typek?!?! - zdenerwował się zazdrosny Matt.
- To na pewno jakiś kolega albo przyjaciel. Zauważ, że ze mną lub z tobą zanim byliście razem też tak robiła...
- Tak... Dzięki za pociechę - uśmiechnął się do przyjaciółki.
- Dlaczego muszę mieć chustkę na oczach? Kochany, co kombinujesz? - niecierpliwiła się dziewczyna.
- Liczba od 1-5
- Hmm, 4.
- Poczekaj chwilę...
Rick rozwiązał chustę i stałam przed wielki lustrem, a on zakładał mi na szyję wisiorek z połówką serca z literką "B" i połową litery "F", drugą połówkę miał on - prawe pół serduszka z półtora "F".
- To takie słodkie! Naprawdę nie musiałeś...
- Dzisiaj mija miesiąc od kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
- Tak się cieszę! - powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. On odwzajemnił uścisk.
*****
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w pizzerii jest ktoś, kto wszystko nagrywa...
- Oxana, nie!!! - krzyknęła przerażona Lira.
Uśmiechnęłam się diabelsko i przejechałam nożem po szyi, ale tak, by nie poderżnąć mu gardła. Nie zamierzałam go na razie zabijać, chciałam się nim jeszcze pobawić...
"Nie, stop! Nie pozwól, aby ta kreatura przejęła nad tobą kontrolę, Ox! Ocknij się!" - usłyszałam swoje myśli zagłuszające wyk cienia. Potrząsnęłam głową i natychmiast odskoczyłam z nożem jak najdalej od chłopaka... Patrzyłam na niego przerażona. On tylko potarł szyję i powiedział:
- Od dziś cię przeszukuję jak przychodzisz do pracy. - uśmiechnął się. - I zgaduję, że stalowego charakterku to ty nie masz, laleczko?
Potrząsnęłam głową w odpowiedzi.
- Musisz nauczyć się kontrolować i zagłuszać jego pokusy i obrazy. Bo inaczej zrobisz komuś krzywdę.
- Dobrze. Przepraszam! - rzuciłam przez łzy i jak najmocniej go przytuliłam.
- Już, już. Nie musisz, aż tak przepraszać. Tak będziesz ryczeć dopiero jak kogoś zabijesz. - mówił głaszcząc mnie po głowie.
- Ale ja o mało tego nie zrobiłam tobie! - jęczałam przez fale łez, które z siebie wylewałam.
- Tak, ale "o mało" jak ty to ujęłaś, więc w pełni tego nie zrobiłaś. No już, odklej się ode mnie, bo mnie udusisz! - zażartował i uśmiechnął się do mnie.
- Ale, ale... - chlipałam. - Nie jesteś wściekły, ja bym była.
- Nie jestem, bo wiele razy stawałem w identycznych sytuacjach i wiem, że złość wzmacnia monstrum. I łatwiej będzie mu zniszczyć cię psychicznie, będziesz łatwiej popadać w melancholię wykonywania jego poleceń i będziesz rzadziej się stawiać.
- Dobrze. - wykrztusiłam, pokiwałam głową, a on otarł mi łzy.
- Wierzysz mi? Bo jeżeli nie to to wszystko nie ma sensu i możesz przez to coś umrzeć psychicznie. Więc twój wybór.
- Wierzę. - przyznałam i znów się do niego przytuliłam. Tak bardzo potrzebowałam jego wsparcia. Na przyjaciół nie mogłam liczyć. I chyba już nie mogę...
- Koniec zmiany, chodź do szatni. - wyszeptał mi prosto do ucha. Przez całą drogę przez pizzerię i na dół potulnie szłam za Rickiem i się nie odzywałam. Chłopcy i dziewczyny mieli oddzielne szatnie. Po przebraniu się czekałam na niego w holu trzymając nóż (nie to nie to, nie jestem taka beznadziejna). Gdy przyszedł najpierw się przeraził, a następnie zaśmiał. Wziął ode mnie broń, a następnie wyszliśmy z pizzerii. Kiedy mijaliśmy kosz na parkingu objął mnie ramieniem jednocześnie rzucając nóż w kierunku śmietnika. Powiedział, że mnie odwiezie, bo ma po drodze. Okazało się, że on mieszka trzy ulice dalej. Do domu wróciłam rozanielona. Wreszcie mam kogoś z kim mogę porozmawiać o tym potworze. Ale czy ja mu na 100% wierzę? Przecież znamy się parę godzin i do tego tylko z nim pracuję. Lecz z drugiej strony nikt nie wybaczyłby komuś, że prawie go zabił... Jeszcze to przemyślę, ale już nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania z nim... A i:
- Żadnej broni nie biorę!!! Słyszysz, poczwaro?!?! - wydarłam się.
"Dobrze, to sam ci ją przyniosę, skarbie" - usłyszałam.
- Nieee!!! I jakie "skarbie"?!? Won kreaturo!!! - krzyczałam.
"Witaj!" - prześwidrowało mi głowę. A po chwili zobaczyłam wstrętną, czarną twarz, w której oczodołach świeciły się po jednej czerwonej kropeczce. Usta mieściły kolor na przełomie różu i szarości. Cała postać oprócz tego (i tego, że ma całą skórę czarną jak każde takie monstrum) wyglądała jak ja!!! Ale jedno nas różniło:
Ona staje w obronie, a ja panikuję więc ma inny ode mnie charakter i jednak większość rys.
*2 tygodnie później* *Oxana*
- Co tam? - spytał mnie Rick popijając kawę.
- Nic, tobie też czasami zdarza się czuć uczucie jakiego nie powinno się czuć? - Np. Złość na przyjaciółkę, a nic nie zrobiła? - szybko się zreflektowałam i wymyśliłam to na poczekaniu.
- Aha... Nie. A co, pokłóciłaś się z kimś?
- Nie licząc potwora, to tylko z samą sobą.
- Na pewno, a to nie potwór tobą steruje morderczyni? - pytająco uniósł brew i po chwili oboje się śmialiśmy.
- Ale tak, na serio, co cię gryzie? - dodał.
- Bo ja... chyba zakochałam się w kim kimś mi nie wolno. - przyznałam się zagryzając dolną wargę.
- Jak to "nie wolno", jeszcze nie słyszałem o zakazach dotyczących miłości Oxanne Whime. - powiedział ironicznie.
- Ale nie o to chodzi. - powiedziałam i klepnęłam go w plecy. - Bo ja mam chłopaka i zakochałam się w innym...
- Wiem, że to wyda ci się głupie, ale to kiedyś przejdzie, a najlepiej jest jak się nie ma nikogo - nie ma ludzi - nie ma problemów. Bo ja miałem podobną sytuację. Moją dziewczyną była najładniejsza laska z klasy, a mi się spodobała miła niunia z osiedla... z tamtą zerwałem i okazało się, że ta z osiedla mnie nie kocha i zostałem z niczym, bo wyszedłbym na głupka gdybym poprosił tamtą znów o chodzenie. Niech zgadnę miałaś identyczny plan wydarzeń w głowie, nie? - spytał i się uśmiechnął.
- Tak... Jestem głupia!!! - wrzasnęłam. On złapał mnie za podbródek i podniósł twarz do góry, abym patrzyła mu w oczy.
- Nie jesteś głupia ani żałosna tak jak teraz pewnie myślisz. Jesteś pomysłowa i zaradna, dlatego nie osądzaj się tak surowo, bo to mu pomaga i cię osłabia. Przysięga przyjaciela, że nie kłamię. - zapewnił.
Gdy mnie puścił pokiwałam głową i przez całą drogę do naszego biura przepatrzyłam na moich butach.
- Dzisiaj ty kamery, ja drzwi. Pamiętaj co ci mówiłem, on cię oplącze, nie rób tak, dla mnie? - pokazał rządek białych zębów i popatrzył z nadzieją.
- Ok, ale dla ciebie. - zgodziłam się.
Po zmianie siedzieliśmy jeszcze w holu paląc papierosy. Dopiero teraz głębiej przyjrzałam się chłopakowi. Ciemny brunet, barczysty, dobrze zbudowany, złociste, piwne oczy i jasna cera. Jego uśmiech i słowa zawsze mnie motywowały, po prostu, ogólnie był dla mnie nadzieją i otuchą i był po prostu idealny, bo wiele sytuacji z mojego życia przeżył sam, też ma tego prześladowce... Szczerze to jesteśmy trochę jak dwie krople wody... Z rozmyślań wyrwał mnie jego ciepły głos:
- Na co tak patrzysz? Widzisz jakiś we mnie cel? - uniósł brew - Mam się zacząć bać?
- Nie, tylko tak, jakoś teraz dopiero oceniłam twój wygląd...
- To ile dostaje gwiazdek 1-5?
- 5
- Ty też. Chodź, może już cię odwiozę?
- Mi pasuje. - wzruszyłam ramionami. Reszta drogi do mnie minęła nam na rozmowach typu "twój największy życiowy błąd" lub "ciekawostki" albo "wszystko i nic".
Po przyjściu do domu wzięłam prysznic, przebrałam się i miałam wolne 20 min.
- Cześć, co tam? - odebrał po dwóch sygnałach Rick.
- Nudzi mi się, a mam wolne 20 minut więc chciałbyś mi je wypełnić rozmową z tobą?
- Hhahah, nie udawaj. No jasne!
- Mam dziś sprawdzian z polaka - najłatwiejszego przedmiotu. - pochwaliłam się. - A co tam u mamy? - ostrożnie spytałam.
- Nic.
- To nie, nie naciskam. Mam mega głupie pytanie...
- Dawaj.
- Czy wy z Lari, no wiesz...? Chodzicie ze sobą?
"Czuję, że pożałuję tego pytania"...
W słuchawce rozległ się głośny śmiech - No jasne, że nie! Jestem z nią tak blisko jak i z tobą!
- Ok, bo... Myślałam, że wy... no, wiesz... nieważne. Jutro w pracy pogadamy?
- Oczywiście! - rzucił radosny i do moich uszu dobił się pisk kończącego się połączenia. Schowałam telefon do torby, założyłam buty i wyszłam do szkoły.
Po szkole szłam z przyjaciółmi pod rękę przez parking szkolny, bo odprowadzali mnie na przystanek, gdy zobaczyłam samochód Ricka! Puściłam przyjaciół, a z auta wybiegł mi na spotkanie brunet. Podbiegłam i przytuliłam się do niego. Gdy go puściłam spytałam:
- Co ty tutaj robisz?! - byłam radosna jak nie wiem.
- Przyjechałem po ciebie, bo muszę ci coś u nas pokazać!
- A co, Fazbear coś namącił?
- Nie! Zgaduj dalej!
- Hmm. Nie wiem, chodź! - zapiszczałam i pociągnęłam go w stronę samochodu.
- Ej, złociutka, wywalisz mnie!
- Nie, marudź, jedziemy! - zażądałam stojąc oparta o drzwi pasażera.
- Nie zapominaj o potworkach! One mogą wykorzystać twoje myśli! - pogroził jej palcem.
- Przestań myśleć tylko o magii, błagam cię. Już dawno się nie pocięłam więc mnie nie pouczaj, kochany! A ty też, dawno mojego noża przy gardle nie miałeś?!?
- Nie twojego tylko poczwary.
- Poczwary czy nie jakoś zawsze to moja ręka go trzyma! - powiedziała i oboje się zaśmiali.
- No, dobra jedziemy, ale - myśli. Pilnuj się, bo mi obiecałaś. - uściskali sobie dłonie, a Ox ześlizgnęła się i upadła w jego ramiona... Przybliżyła swoją twarz do jego...
- A ty obiecaj, że skończysz, ze zdjęciami masz je dzisiaj spalić - myśli za zdjęcia?
- Ok, Oxana, wygrałaś...
- Obiecanki - cacanki. Jedziemy, co chcesz mi pokazać?
- Zobaczysz. - powiedział, uśmiechnął się i postawi do pionu, by po chwili usiąść za kierownicą. Oxana wślizgnęła się na miejsce pasażera i widać było, że przez chwilę o coś go zaciekle wypytywała, a potem uściskała i samochód odjechał. Świadkami całej tej dziwnej sytuacji było paru uczniów i oszołomieni przyjaciele Ox.
- Co to za typek?!?! - zdenerwował się zazdrosny Matt.
- To na pewno jakiś kolega albo przyjaciel. Zauważ, że ze mną lub z tobą zanim byliście razem też tak robiła...
- Tak... Dzięki za pociechę - uśmiechnął się do przyjaciółki.
- Dlaczego muszę mieć chustkę na oczach? Kochany, co kombinujesz? - niecierpliwiła się dziewczyna.
- Liczba od 1-5
- Hmm, 4.
- Poczekaj chwilę...
Rick rozwiązał chustę i stałam przed wielki lustrem, a on zakładał mi na szyję wisiorek z połówką serca z literką "B" i połową litery "F", drugą połówkę miał on - prawe pół serduszka z półtora "F".
- To takie słodkie! Naprawdę nie musiałeś...
- Dzisiaj mija miesiąc od kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
- Tak się cieszę! - powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. On odwzajemnił uścisk.
*****
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w pizzerii jest ktoś, kto wszystko nagrywa...
*****
I kolejny... Niedługo wyjeżdżam więc wstawiłam dwa.
Pozdrowienia, Betha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P