poniedziałek, 27 lipca 2015

3 dzień

Mamy trzeci dzień w górach. Tym razem pojechaliśmy wyciągiem (wcześniej szliśmy pieszo na szczyt) na górę Bacówki i mama (ja też na początku) bała się. Kamerowałam i robiłam zdjęcia prawie wszystkiemu (w tym roku to ja byłam operatorem i miałam kamerę). Ja jak zwykle pizda i płakałam, że wlazłam całą nogą po kostkę w błoto, bolą mnie nogi i wszędzie są robaki. Dziwicie mi się? Dziewczyna, diva, wychowana w erze komputerów, w największym i najbardziej zatłoczonym mieście polski, co roku niejeżdżąca nigdzie i siedząca w domu, nienawidząca wsi, lasów ma się tak nie zachowywać?!?! Obiado-kolacja raczej marna. Nazbierałam kamieni, które podrzucam w górę i łapię. Coś jak żonglowanie tylko nie wszystkimi jednocześnie. Mama kazała mi też zabrać kamyk, który świeci się w niektórych miejscach jak srebro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, aby anonimy na końcu koma się podpisywały - imieniem, ksywką lub jak kol wiek :-P